Skip to content Skip to footer

Co ty możesz wiedzieć o nauce, kobieto?

Założony przez dwie dziewczyny z liceum numer 5 projekt STEMinist Sisterhood odbił się szerokim echem po wrocławskich ulicach. Pisała o nim nawet znana z okrutnie niskich lotów Gazeta Wrocławska, ale też bardziej szanowane media, takie jak Eska czy Ofeminin. Projekt poprzez serię wykładów zakłada pokazywanie wielu kobiecych autorytetów w dziedzinach naukowych i ma zachęcać młode dziewczyny do rozwijania się w nich.

Siedem dziewczyn kontra patriarchat. 

Zespół pracujący nad projektem liczy zaledwie siedem osób, co nie stanowiło przeszkody dla dziewczyn, by zorganizować niezliczoną ilość wykładów ze znanymi naukowczyniami. ,,Chciałyśmy tym razem zająć się czymś, co jest nam bliskie, bo same wiążemy z tym naszą przyszłość”, mówi mi Julia, żartobliwie określona przez resztę moich rozmówczyń “mózgiem” całego przedsięwzięcia. Tym razem, bo nie jest to pierwszy – zaledwie osiemnastoletnich dziewczyn! – projekt społeczny. Poprzedni, nad którym pracowały, skupiał się na ekologii. Nie miał aż tak dużego i pozytywnego odbioru (wprawdzie zdarzało się, że za sprawą tłumaczenia postów na angielski, największy ruch generowali odbiorcy zagraniczni), dlatego tak ogromna popularność projektu STEMinist Sisterhood zaskoczyła organizatorki.

Czym jest STEM?

Dużą zagadką dla mnie, gdy po raz pierwszy zetknęłam się z projektem, była jego nazwa, a dokładniej pierwszy jej człon – STEM. Nie jest to mocno spopularyzowany skrótowiec w Polsce (co dla dziewczyn było niemałą zagwozdką przy doborze nazwy), oznaczający Science, Technology, Engineering i Mathematics. Założeniem działań licealistek jest więc popularyzowanie znikomej aktywności kobiet w dziedzinach związanych z inżynierią, chemią, biologią, medycyną, matematyką. Raport UNESCO, z marca 2015 roku wytrąca każdemu podważającemu założenia projektu broń z ręki – na całym świecie zaledwie 30% z ogółu badaczy to kobiety. Na mapce znajdującej się na pierwszej stronie raportu zobaczyć możemy, że w Polsce jest ich pomiędzy 30 a 45%. 

,,Resztę osób zrekrutowaliśmy patrząc na nasze potrzeby”

W dosyć ciepły poniedziałek na początku października udało mi się spotkać i porozmawiać z czterema osobami z całego zespołu projektowego: Nadią – informatyczką, Gosią i Karoliną, które zajmują się Instagramem, oraz wspomnianą już Julią, która koordynuje projektem. 

Jesteście feministkami?

Nadia: Czasami, gdy mówię, że jestem feministką, ludzie… bardzo różnie reagują. *śmiech* Ale moim zdaniem feminizm jest czymś naprawdę fajnym, czymś dobrym. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że angażując się w działalności prokobiece dyskryminuję mężczyzn. To zupełnie nie tak.

Gosia: Mój feminizm zakłada przede wszystkim równe prawa dla wszystkich, żeby nikt nie był dyskryminowany. Nie wiem skąd w mediach taki dyskurs kreujący feministki na grupę kobiet nakierowanych na dyskryminację mężczyzn, że poza tym nic za tym nie stoi. 

Gdy mówicie o medialnym przekazie, w którym zapewne same się wychowałyście, zastanawiam się, kiedy i jak nastąpiła wasza zmiana w postrzeganiu tego ruchu?

Gosia: W gimnazjum na jednej z lekcji nauczycielka powiedziała nam wprost, że kobiety nie nadają się do zawodów takich jak inżynier, matematyk, fizyk; że kobiety powinny być raczej psychologami, że są lepsze w pracy z ludźmi – a u panów jest zupełnie odwrotnie. Nie będę kłamać – bardzo mnie to zirytowało, było to szalenie nie na miejscu. Był to też dla mnie impuls, duża motywacja, żeby udowodnić tej osobie, że jej słowa nie były prawdą. Poczułam się też zaatakowana personalnie – właśnie dlatego, że STEM to moja pasja.

Julia: U mnie również zainteresowanie feminizmem rozpoczęło się w gimnazjum. Nasz projekt zakłada pokazywanie różnych kobiecych autorytetów i możliwości kariery. To w tym wieku zaczęłam śledzić w mediach społecznościowych dokładnie takie osoby – naukowczynie, badaczki. Jedna z naszych prelegentek, Ewelina, prowadziła pierwsze takie konto, które zaobserwowałam.

Karolina: Gdy wybieraliśmy w gimnazjum patrona dla naszej szkoły, zauważyłam, że każdą zaproponowaną postacią był mężczyzna. Pochodzę z małego miasta, Namysłowa. Gdy wgłębiłam się w temat, okazało się, że każda ze szkół w naszej miejscowości również posiada za patrona mężczyznę! Z grupą osób zaproponowaliśmy, aby patronką została Maria Curie-Skłodowska. Był to perfekcyjny wybór, gdyż szkoła była dwujęzyczna oraz zajmowała się naukami ścisłymi. Spotkało się to z całkiem pozytywnym odzewem, udało nam się to wywalczyć poprzez organizację wielu wydarzeń na temat życia przyszłej patronki, jej osiągnięć. W tamtym wieku to było bardzo ważne dla nas, ale też dla innych dziewczyn – pokazanie, że można być feministką poprzez promowanie kobiecych autorytetów. Od tamtego momentu zmieniła się moja perspektywa.

Nadia: W moim przypadku był to pewien proces. Moja rodzina – myślę, że mogę tak powiedzieć – jest dosyć feministyczna. Moja mama jest silną osobowością, zawsze była dla mnie autorytetem. Jednak przełomowym momentem dla mnie było zadanie, które otrzymałam w trzeciej klasie gimnazjum. Musiałam przygotować przemowę na temat jakiegoś problemu społecznego. W podobnym okresie zorientowałam się, że chciałabym kształcić się w kierunku informatyki. Postanowiłam więc zrobić mowę o dyskryminacji kobiet w nauce, między innymi w informatyce. Dowiedziałam się wtedy, że moja mama również chciała rozwijać się w kierunkach naukowych, ale została przez moich dziadków przekonana, że powinna pójść na studia pedagogiczne. Bardzo mocno żałowała tego wyboru. Moment, w którym prezentowałam swoją przemowę, gdy opowiadałam o skali dyskryminacji, z którą spotykają się kobiety w branży komputerowej, ale również o swojej personalnej, rodzinnej historii, był dla mnie przełomem. Wtedy po raz pierwszy nazwałam się feministką.

Okej, wejdźmy głębiej w ten temat: jak z waszej perspektywy, na podstawie waszych doświadczeń, wygląda sytuacja kobiet w branżach naukowych?

Nadia: Kobiety są dyskryminowane. I to na wielu różnych polach: z jednej strony jest tak, że często kobiety o tych samych kwalifikacjach, co ich koledzy, nie otrzymują podwyżki lub wyższego stanowiska, tylko otrzymuje je jakiś mężczyzna. O dokładnie takiej sytuacji opowiadałam w trakcie swojej przemowy. Na miejsce przełożonego kobiety, która w firmie pracowała od wielu lat, został zaproszony mężczyzna z zewnątrz, o wiele gorszych kwalifikacjach od niej. Ale poza tym – wszystkie spotykamy się z dyskryminacją w życiu codziennym, chociażby w rozmowach. Niezliczoną ilość razy usłyszałam od znajomych pracujących w branży informatycznej, że ich koleżanki muszą pracować o wiele ciężej od nich, bo są zwyczajnie gorsze.

Karolina: Założeniem naszego projektu było udowodnienie, że problem istnieje. Dlatego na naszej stronie przygotowałyśmy krótką notatkę na ten temat, z uwzględnieniem raportów i twardych danych.

Julia: Mimo wszystko myślę, że twarde dane nie są w stanie przemówić do ludzi tak mocno, jak indywidualne historie, bo tak, jak Nadia powiedziała – spotykamy się z tym na każdym kroku.

Karolina: To prawda. Zdanie „co ty możesz wiedzieć o nauce, przecież jesteś kobietą” było przyczyną dla której stworzyłyśmy STEMinist Sisterhood. 

Często słyszałyście to zdanie?

Karolina: Tak, wiele razy. Mam wielu kolegów na rozszerzeniach chemicznych, matematycznych. Pomimo tego że uczennice przeważają w takich klasach czy kierunkach, możemy od chłopaków usłyszeć, że potrafimy mniej, ze względu na to jakiej jesteśmy płci.

Na pewno wrócimy jeszcze do doświadczeń szkolnych, ale chciałam zapytać was o sytuację na uniwersytetach. W akcji #DzikiSeksizm [1] zdecydowanie przeważały uczelnie skupione na przedmiotach ścisłych. Jak to faktycznie wygląda na uczelniach?

Gosia: Wykładowczynie, z którymi się spotykałyśmy, opowiadały nam, że przez pierwsze lata studiów nie jest źle. Wtedy proporcje płci są w miarę równe, szczególnie na kierunkach biologiczno-chemicznych. Im wyżej, tym gorzej. Szczególnie gdy mowa o doktorantkach.

Julia: Kobiety, pomimo tego że często uzyskują wyższe oceny i średnie, to później w pracy nie są aż tak doceniane, zauważane ani nie zarabiają tak dużo, jak mężczyźni. Znam wiele historii seksistowskich zachowań wykładowców w stosunku do kobiet; są one coraz bardziej nagłaśniane za sprawą tego, że kobiety są świadome problemu, chcą mówić o tym otwarcie. To, o czym Gosia powiedziała — o proporcji kobiet do mężczyzn na kierunkach biologiczno-chemicznych, daje duże pole do popisu osobom, które problem bagatelizują. Ale nie chodzi tu wcale o parytety; chodzi o to, jak kobiety są tam traktowane, o sytuacje po studiach.

Karolina: Na ostatnim z wykładów, który prowadziłam, rozmawiałyśmy też o tym, dlaczego tak wiele kobiet rezygnuje ze studiów wyższych. Powód jest prosty, choć nigdy nie przyszedł mi do głowy – presja na posiadanie dzieci. Wiele kobiet jest wręcz zmuszanych do założenia rodziny zamiast kontynuowania tego, co je naprawdę interesuje, czyli swojej kariery naukowej.

Julia: Mimo wszystko kierunki biologiczno-chemiczne są utożsamiane z kobiecością o wiele bardziej niż mechanika czy informatyka.N

No tak, chociażby za sprawą wspomnianej już dziś Marii Curie-Skłodowskiej. Jakiś czas temu ukazał się raport RPO na temat sytuacji kobiet na uczelniach. Przeraziła mnie w nim statystyka dotycząca przemocy seksualnej, której studentki doświadczają ze strony wykładowców. Zastanawiam się, czy mając te dane przed oczami, faktycznie warto próbować swoich sił w kierunkach ścisłych? W jaki sposób sobie poradzić z czymś takim?

Karolina: Myślę, że to jest już bardzo szeroki problem społeczny, z tym, jak kobiety traktowane są na uczelniach. Być może nie jest on wystarczająco adresowany. Jednostki, które krzywdzą kobiety, powinny być z uczelni wydalane jak najszybciej. Każda kobieta musi mieć równe szanse na uczelniach, powinny być postrzegane na równi. 

Julia: To bardzo trudne pytanie. Faktycznie – taka kariera nadal może zakładać doświadczenie dyskryminacji. Pocieszające jednak jest to, że nie zawsze się tak zdarza. Można trafić na fajnych wykładowców, czasem są to kobiety. Nie warto się zniechęcać. Dyskryminacja może nas dotknąć nie tylko na kierunkach ścisłych. Na pewno chciałybyśmy zobaczyć zmiany systemowe, ale naszym głównym celem jest zainspirowanie młodych dziewczyn. Patrząc realistycznie – takie rzeczy wymagają całej rewolucji w postrzeganiu problemu.

Gosia: Zmiany systemowe już się zaczęły. Wiele naszych wykładowczyń już o tym mówiło, że sytuacja inaczej wyglądała 10 lat temu, a inaczej wygląda teraz. Dziś kobiety nie boją mówić się o przypadkach dyskryminacji. Osoby, które dyskryminują, ponoszą tego konsekwencje. Zaczyna to już iść w dobrą stronę. 

Wróćmy więc do szkoły, do procesu edukacji, który już kończycie. Często zdarzają się sytuacje, w których wygląd dziewczynek jest poddawany ścisłej kontroli, jak chociażby przypadki,  w których ktosia zostaje wyproszona z lekcji za to, że ma makijaż. Jak to wpływa na edukację dziewczynek?

Karolina: Raz zostałam wyrzucona z lekcji fizyki ze względu na zbyt ciemny kolor szminki. Moi koledzy mogli przychodzić do szkoły w czym chcieli, mogliby przyjść bez koszulki, bez butów, w czymkolwiek. Kiedy jednak ja przyszłam w brzoskwiniowej szmince, zostało to potraktowane przez nauczyciela, jakbym chciała zwrócić na siebie uwagę, co jest bardzo nieodpowiednim zdaniem do wypowiedzenia przez pedagoga. Musiałam wyjść pełna wstydu do łazienki, by ją zmyć. Co więcej – koleżanka miała taką samą sytuację z nauczycielką! Więc ścisłe kontrolowanie wyglądu praktykują również kobiety, ale tylko i wyłącznie wobec uczennic. Nie ma w statutach zapisów o wyglądzie chłopców. 

To wszystko ogranicza udział dziewczyn w edukacji. Od początku jesteśmy uczone, że mamy wyglądać w dany sposób, w jakiś sposób się ubierać. Zdecydowanie może mieć to również wpływ na to, jaką dalszą ścieżkę edukacji wybierzemy. Możemy zdecydować się na bezpieczniejszy zawód, w którym nie będziemy poddawane tak ścisłej kontroli, gdzie nie będziemy słyszeć, że ,,mamy na sobie zbyt dużo makijażu, jak na naukowczynię”. 

Nadia: Na kobiety bardzo często patrzy się pod kątem wyglądu, jakbyśmy ubierały się i malowały dla innych  dla innych. A generalnie wydaje mi się, że jeśli chodzi o ubiór czy makijaż, to robimy to dla siebie, a nie po to, żeby ktoś inny patrzył i oceniał. 

Julia: Ten problem dotyka kobiet w dziedzinach ścisłych, bo intensywny makijaż niektórzy odbierają jako brak kompetencji. Za to, jeśli naukowczyni nie maluje się lub nie ubiera bardzo kobieco, to słyszy, że pracując w towarzystwie mężczyzn przestała być kobieca, jest niezadbana.

Dlaczego nasza rzeczywistość tak wygląda? Dlaczego według was tak jest?

Karolina: Wynika to na pewno również z zaściankowości, tego, że nikt z tym problemem bardzo długo nie walczył. Został zaakceptowany jako norma. Mężczyznom zawsze to pasowało. Nie wiem, czy umiem wskazać jakąkolwiek starszą parę, w której kobieta stoi na równi z mężczyzną. Ważne jest adresowanie tego problemu, co zaczyna się dziać. Często uczelnie udostępniają statystyki na temat tego, ile kobiet się dostało. Robi tak na przykład Oxford; w poprzednim roku na chemię dostało się tam 60 procent mężczyzn i 40 procent kobiet, ale zazwyczaj różnica jest rzędu dziesięciu procent.

Julia: Źródeł można szukać w historii. To są efekty tego, że kobiety kiedyś nie uzyskiwały wyższego wykształcenia i ich wejście na uniwersytet trwało bardzo długo.

Nawet wspomniana już trzeci raz w tej rozmowie Maria Curie-Skłodowska nie otrzymała tytułu, mimo że studia ukończyła!

Karolina: I to już było we Francji, która uznawana jednak jest za bardziej progresywną.

Julia: Do Francji wyjechała, bo nie mogła studiować w Polsce! *śmiech*

Rozmawiałyśmy o tej rzeczywistości, ale na koniec chciałabym was spytać, w jakiej rzeczywistości chciałybyście się obudzić po zakończeniu waszego projektu?

Nadia: Chciałabym nigdy nie usłyszeć, i jeśli będę miała dzieci, córki, żeby one również nigdy nie usłyszały, że są w czymkolwiek gorsze ze względu na swoją płeć.

Karolina: Ja myślę, że chciałabym obudzić się w takiej, w której młodsze pokolenie może pójść do szkoły i może być tam równo uczone, niezależnie od płci. Żeby dziewczyny mogły pójść na dowolne kółko zainteresowań, wybrać to, co je faktycznie interesuje, co chcą w życiu robić. Żeby w społeczeństwie, w szkołach, państwie, nie było takiego przekonania, że ,,to jest zadanie dla mężczyzny”. Nie powinno już dziś być miejsca na takie słowa. Chciałaby, aby tak samo było z ubraniem, wolnością słowa. Aby czyjś wygląd nie był tematem do dyskusji. Tego bym chciała. Chociaż może za dużo wymagam *śmiech*

Julia: Chciałabym, aby kobiety nie musiały się zastanawiać, czy coś jest dla nich odpowiednie. Dziś młode dziewczynki czują się gorsze od chłopców, mimo że w takim młodym wieku można by pomyśleć, że nie ma podstaw by czuły się one mniej kompetentne od swoich kolegów. Te dziewczynki były chyba w wieku siedmiu lat? Chciałabym, żeby już od najmłodszych lat nie było tej różnicy. Żeby kompetencje i nauka nie widziały płci. 

Często jest tak, że kiedy nastolatki robią coś, to jest to odbierane jako ,,cringowe”, żenada i w ogóle – najlepiej, żeby nic nie robiły. Czy czujecie, że to, że jesteście młodymi dziewczynami, ma wpływ na odbiór waszego projektu?

Nadia: Różnie. Są ludzie, którzy są zachwyceni naszym projektem i tych osób jest niemało. 

Jestem jedną z nich! *śmiech*

Julia: Na nasze wykłady przychodzą również mężczyźni. Mimo że naszą grupą docelową są dziewczyny, to jak najbardziej zapraszamy również chłopaków. Otrzymałyśmy dużo gorących słów wsparcia również ze strony mężczyzn, więc nie jest tak, że tylko kobiety doceniają nasze działania. Ale… tak, widzimy komentarze pod naszymi postami czy artykułami o nas, które po prostu podważają cel naszego projektu i jego założenia. Próbują udowodnić, że dyskryminacji w dziedzinach STEM właściwie nie ma. Często pada wspomniany już przez nas argument o dużej ilości kobiet na kierunkach biologiczno-chemicznych.

W jaki sposób odpowiadacie na takie komentarze?

Julia: Zazwyczaj staramy się mimo wszystko merytorycznie uzasadnić, podając źródła. Jednak czasem nawet powtarzanie w kółko tych samych argumentów nie pomaga – jeśli osoba nie chce wyjść ze swojej strefy komfortu, w której wierzy, że taki problem nie istnieje, to nie jesteśmy w stanie tego zmienić.

Nadia: Bardzo rozbawił nas komentarz, w którym jeden pan usilnie próbował nas przekonać, że żadnej dyskryminacji kobiet nie ma. Był polajkowany przez samych mężczyzn. *śmiech* Nie widziałam natomiast ani jednego komentarza kobiety, która byłaby negatywnie nastawiona do naszego projektu.

[1] – akcja polegająca na opowiadaniu przez studentki sytuacji przemocowych, seksistowskich, dyskryminacyjnych, których były świadkami lub ofiarami.

Instagram STEMinist Sisterhood

Facebook STEMinist Sisterhood

Strona internetowa

Patrycja TARKIEWICZ

Dodaj komentarz