Skip to content Skip to footer

Czy opłaca się być studentem?

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego z 1 października 2020 roku wynika, że inflacja w kraju jest najwyższa od ponad 20 lat. Jak ta sytuacja wpływa na sytuację finansową studentów? 

Pandemia i inflacja – śmiercionośna kombinacja 

Sytuacje mieszkaniowe i finansowe osób aktualnie studiujących na wyższych uczelniach są różne, szczególnie po okresie pandemicznym. Centrum AMRON, we współpracy z Warszawskim Instytutem Bankowości, opublikowało raport „Studenci na rynku nieruchomości 2021”, który porównuje tegoroczną i zeszłoroczną sytuację mieszkaniową studentów. Największą zmianą był drastyczny wzrost liczby osób, które zdecydowały się na mieszkanie z rodzicami – z 27% do 52%. W dużym stopniu było to spowodowane niemożnością dalszego samodzielnego utrzymania się – najpopularniejsze zawody podejmowane przez studentów to te związane z przemysłem gastronomicznym i handlem, a to te właśnie branże usługowe zostały najbardziej dotknięte kryzysem. 

Dopiero od końca maja tego roku sytuacja wróciła do normy, co pozwoliło części studentów wrócić, bądź pierwszy raz przyjechać na uczelnie. Teraz jednak pojawia się może nie tak nowy, ale od dawna niewidziany problem. Nie dość, że wirus COVID-19 prześladuje polskie szkolnictwo wyższe od prawie dwóch lat, to jeszcze teraz do tego dochodzi inflacja (wynosząca 6,8%). Szczególnie odczuwają ją osoby decydujące się na samodzielne mieszkanie, które u niektórych studentów, zwłaszcza studiujących w trybie niestacjonarnych, jest również powiązane z samoutrzymaniem się.  

Zupka chińska i do przodu 

Stereotyp biednego studenta gotującego parówki w czajniku czy jedzącego chleb z keczupem w ramach śniadania, obiadu i kolacji to jedna z najsilniej zakorzenionych konstrukcji myślowych w społecznej świadomości. Żartobliwie mówi się, że jest to spowodowane wydawaniem większości domowego budżetu na imprezy i używki wszelkiej maści, jednak czy na pewno?

„Jak robię większe zakupy, takie, które starczą na najbliższy tydzień, to wydaję ok. 50 złotych. Staram się brać produkty z niższej półki, żeby nie zbankrutować” – odpowiada, zapytany o średnią wartość paragonu z najpotrzebniejszymi rzeczami, student Uniwersytetu Warszawskiego. Taka odpowiedź powtarza się wśród studentów, przy czym średnia z wyników zapytania wynosi ok. 60 złotych. Miesięcznie można to zamknąć w kwocie poniżej 250 złotych, co w większości pokrywa się z danymi udostępnionymi przez internetowe porównywarki cen koszyków. Jednak nie samym jedzeniem i chemią człowiek żyje. Trzeba jeszcze opłacić mieszkanie (a ostatnio rynek nieruchomości nie jest dla nikogo łaskawy, szczególnie dla studentów wynajmujących pokoje po cenach dochodzących nawet do 1200 złotych), kupić bilet miesięczny na komunikację miejską i okazjonalnie kawę czy piwo na mieście, chociaż czasami nawet i na to nie starcza. 

Studentka Szkoły Głównej Handlowej zapytana o kwestię jedzenia na mieście: „Głównie posiłkuję się tym co mam w domu, a dzień zimuję na tym, co ze sobą wezmę, na przykład na waflach ryżowych. Jeśli chodzi o jedzenie – nic innego nie jem.”

Szary papier, woda z popularnego owadziego sklepu za 0.69 groszy i najtańsze pesto – tak można podsumować produkty pierwszej potrzeby osób studiujących. Odkąd ceny poszły w górę ogranicza się między innymi 

mięso, owoce i warzywa, nawet te mrożone. Według eksperymentu redaktorki z serwisu money.pl, w 2018 roku za jedną “mrożonkę” płaciło się nawet 1,60 mniej niż teraz. Różnica jest zauważalna nawet w cenach wspomnianego wcześniej piwa na mieście. Kiedyś w jednym z barów na Nowym Świecie można było dostać półlitrowy kufel lanego z sokiem imbirowym za niecałe 7 złotych – dziś jest to dwa złote więcej. Niby nic, ale po jednym upojnym wyjściu ze znajomymi kieszeń może zaboleć. 

Czy będzie jeszcze gorzej?

Niektórzy boomerzy mogliby teraz zacząć swoją retorykę wstawania wcześniej i robienia więcej. Brzmi wspaniale, jednak dla studentów kierunków takich jak medycyna czy prawo, normalna praca na etacie jest zwyczajnie nie do pogodzenia z ilością nauki. Chyba, że sen zastąpiłoby się energetykami i modlitwami, co prowadzi do szybkiego wypalenia zawodowego i skrócenia sobie życia o przynajmniej kilka lat. Zostaje także utrzymywanie się za pieniądze otrzymane od rodziców, którzy również swoje limity mają – jedni większe, drudzy mniejsze. Ponownie więc wpadamy w błędne koło ryżu z cukrem, kanapek z dżemem i najtańszego sera. I tak do lepszych, poststudenckich czasów. A może i nie, gdyż kto wie jak dalej rozwinie się sytuacja – biorąc pod uwagę aktualną sytuację w kraju, z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy spotkać się z inflacją dwucyfrową i banknotem 1000 złotych z lśniącą twarzą członka obecnej partii rządzącej.

Źródła:

  1. “Studenci na rynku nieruchomości 2021” (https://zbp.pl/Aktualnosci/Wydarzenia/Studenci-na-rynku-nieruchomosci-2021)
  2. Eksperyment cenowy (https://www.money.pl/gospodarka/te-same-zakupy-dwa-lata-roznicy-oto-jak-ceny-poszly-w-gore-6609850577574752a.html)
  3. Aktualne ceny pokojów w Warszawie: serwis OLX

Alicja CIESIELSKA



Dodaj komentarz