Skip to content Skip to footer

Dobra zmiana na liście lektur

13 sierpnia Ministerstwo Edukacji i Nauki, instytucja z dość kontrowersyjną renomą, wystosowało aż trzy nowe rozporządzenia dotyczące programu nauczania. Jedno z nich odnosi się do programu nauczania wiedzy o tańcu, drugie warunków i sposobu realizacji nauczania przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie. Najwięcej kontrowersji wywołało dotychczas jednak trzecie rozporządzenie zmieniające listę lektur. W przeciwieństwie do wiedzy o tańcu i „wudeżetu”, przed językiem polskim ucieczki nie ma.

Zmiany mają dotyczyć wszystkich etapów edukacji, począwszy od pierwszej klasy szkoły podstawowej aż po szkoły ponadpodstawowe. Wchodzą do polskiego nauczania już od tego roku szkolnego, w najbliższych dniach ma pojawić się komentarz dydaktyczny dla nauczycieli.

Antysemici, kolonialiści i obrońcy pedofilów – dla każdego coś miłego

„Ostatni raz żydzi walczyli tysiąc osiemset lat temu. (…) Od tego czasu żydzi pasożytowali na ciele narodów europejskich, powszechnie znienawidzeni i pogardzani. Walczyli ze wszystkimi, lecz tylko podstępem, nigdy otwarcie, nigdy z bronią w ręku. Byli przyczyną, motorem trzech czwartych wojen toczonych w Europie przez poszczególne narody, lecz ślady swych wpływów zacierali najstaranniej. Pozornie nie brali udziału w niczym. Tchórzostwo żydowskie stało się przysłowiowe. Zatracili godność ludzką”. Czy to cytat z nazistowskiego pamfletu przetłumaczonego na język polski? Nie, to tylko słowa Zofii Kossak-Szczuckiej, nowej gwiazdy szkolnej listy lektur. Ministerstwo chce, żeby młodzi ludzie czytali książki bogate w walory edukacyjne i wychowawcze, napisane staranną polszczyzną, z wyraźną konstrukcją świata przedstawionego – proponuje im  się więc przeczytanie „Pożogi” tejże autorki. „Lud ten, nade wszystko inne siłę fizyczną ceniący, pobłażaniem gardził jako dowodem słabości, surowość uznawał, a za niesprawiedliwość mścił się zaciekle i strasznie. Skryty i chytry, trudny do poznania i przyswojenia… był przy tym, niestety, opłakanie niekulturalny i ciemny” – to z kolei cytat o Ukraińcach. Mimo tego, że Kossak-Szczucka w pewnym sensie odkupiła swoje antysemickie poglądy, ratując Żydów w czasie Holokaustu, jeszcze w swojej odezwie „Protest” z 1942 mówi, że „uczucia nasze względem Żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski”.

Czy w bogoojczyźnianej obsesji doradcy ministra Czarnka nie zatracili poczucia przyzwoitości? Czy naprawdę potrzebujemy kolejnych książek nawołujących do antagonizmów pomiędzy Polakami i mniejszościami narodowymi żyjącymi w naszym kraju? Nie w każdym liceum twórczość pisarki zostanie omówiona krytycznie i ze wskazaniem tego, co kontrowersyjne w poglądach autorki – można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w większości tak się nie zdarzy. Pozostaje mieć nadzieję, że archaiczny język i odległe współczesnemu czytelnikowi realia zniechęcą nauczycieli do wybierania tej lektury jako uzupełniającej.

Nie sposób nie zauważyć bardzo konkretnego klucza, którym kierowali się układający listę lektur. Trafnie podsumowało to Forum Związków Zawodowych w swojej opinii do rozporządzenia w sprawie podstawy programowej, mówiąc o „chęci indoktrynacji uczniów i ograniczania ich możliwości dyskutowania o faktycznych problemach społecznych”. Obowiązkowe jest wybranie co najmniej dwóch lektur uzupełniających z listy przedstawionej przez Ministerstwo. Ta jednak nie zostawia zbyt wiele pola do działania, proponując głównie książki o Janie Pawle II, czasami dla niepoznaki zwanym Karolem Wojtyłą, aż pięć pozycji Kossak-Szczuckiej. W kanonie z kolei swoją pozycję nadal zajmują takie teksty jak Księga dżungli Josepha Rudyarda Kiplinga, rasisty mówiącego z rozrzewnieniem o brzmieniu białego człowieka, czy też Henryka Sienkiewicza, który w „W pustyni i w puszczy” buduje obraz dzikich, głupiutkich Afrykanów i bezwzględnych arabskich fanatyków religijnych, kontrastując ich z wzorem cnót w postaci białego Polaka-katolika.

Dobra zmiana, złe zmiany

To wszystko składa się w obraz ministerstwa, które zamiast podążać za młodzieżą, jest odporne na zmiany i kurczowo trzyma się przeszłości martyrologicznej i katolickiej. K., osoba uczniowska, mówi z żalem o usunięciu „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”:

– Żałuję, że osoby młodsze ode mnie nie poznają takiej interesującej książki. 

K. chciałoby zobaczyć na liście lektur „Świat Zofii” – ta powieść filozoficzna była omawiana przed reformą szkół gimnazjalnych, jednak w wyniku szybko postępujących zmian uczniowie nie mają już szansy się z nią zapoznać w trakcie zajęć. Jakie powinny być lektury szkolne? 

Jak dla mnie powinny być inne, bo są strasznie nudne. Chciałabym więcej fantasy, stare książki są trudne – tak z kolei wypowiada się Zuzia, uczennica siódmej klasy.

Mimo tego, że na liście lektur zagościło kilka nowych pozycji, głównie dla uczniów szkół podstawowych, które brzmią ekscytująco – tutaj ze szczególnym ukłonem w stronę książki o Marii Curie-Skłodowskiej i fascynującej powieści Johna Flanagana „Zwiadowcy” – widać w tym wszystkim rękę Przemysława Czarnka, kojarzonego głównie z obroną cnót niewieścich czy martyrologią dzieci polskich, która ma się stać kluczowym elementem nauczania historii. Mimo tego, że zmiany dotyczą w przeważającej części lektur uzupełniających, wyznaczają one pewien niepokojący trend opowieści o Polsce wstającej z kolan, tym razem w wersji książkowej. Co o liście lektur szkolnych sądzą pedagodzy?

Były polonista i youtuber Krzysztof Maj w wywiadzie dla Spiderweb mówi, że zmiany w odcieniu prawicowym nie są nowością. „Od dawna na listy lektur trafiały bardzo konserwatywne książki. Przez lata kształtowało się za ich pomocą obywatela tradycyjnego, polonocentrycznego i myślącego o Polsce jako o mesjaszu narodów. Trudno się temu dziwić, skoro wśród lektur dominuje XIX wiek. Tamtejsze narracje dzisiaj słabo się sprawdzają, a mimo to każemy je uczniom odczytywać literalnie” mówi Maj, wskazując na istniejące od dawna bolączki programu nauczania języka polskiego. Autorka fanpage’a Baba od polskiego w swoim wpisie mówi dosadnie: Młodzież nie będzie teraz głupsza, ale ma być wierniejsza. Oto nowy ład.

Z listy lektur zniknęły wszystkie utwory niejednoznaczne lub wulgarne – co ciekawe, oberwało się Świetlickiemu, a nie Janowi Sztaundyngerowi, autorowi wielu obscenicznych fraszek. Powoli zaczynają znikać też książki poświęcone etyce i filozofii, w ich miejsce napływają pochwalne hymny na cześć kardynałów. 2021 to bardzo trudny czas na bycie uczniem polskiej szkoły.​

Patrycja MATUSIAK



Dodaj komentarz