Skip to content Skip to footer

Jasiowa lewica. Czyli jak Kapela nie rozumie ludu, a lud jego

Zdaje się, że polski podział polityczny to rzeka konfliktu między opozycją a partią rządzącą. To rzecz wręcz oczywista, o której wiedzą nawet outsidersi polskiej sceny politycznej. Nastawione przeciwko sobie media przebijają się w dyskursach, idących wzdłuż ich przynależności partyjnej. Jednak ten rozłam ma głębsze znaczenie niż same barwy partyjne. Gdy postaramy się odrzucić emocje i spojrzeć na całość z góry, dostrzeżemy, że dyskurs jest znacznie bardziej zawiły. Linia różnic biegnie nie wzdłuż przynależności partyjnej. Ten podział to politycy działający w interesie ludu oraz ci, którzy wierni są interesom elit.

Prawo i Sprawiedliwość zrozumiało wspomniany rozdział w 2015 roku. Konsekwentnie wygrali wtedy wybory, poprawiając wynik cztery lata później. Przejrzeli społeczeństwo, dostrzegli wykluczenie biedniejszej części wyborców. Pierwszy raz zaproponowali postulaty właśnie dla nich. Platforma Obywatelska nie potrafiła tego zrozumieć. Nie dostrzegli zmieniających się trendów społecznych, które odrzuciły neoliberalny model oparty na ciągłej pracy i indywidualnym oszczędzaniu. W taki sposób myśli wielkomiejska elita. Elita, której reprezentantem stało się PO.

Rozłam nie jest widoczny tylko na polu międzypartyjnym. Idealnym mikroświatem do eksperymentu jest polska lewica. Być może jest to podział jeszcze głębszy niż ten między PiS-em a liberalną Platformą. Jest z pewnością zdecydowanie bardziej tragiczny i krwawy.

Trudno przecież porównać Piotra Ikonowicza do bohatera ostatnich dni, czyli Jasia Kapeli. Nie chodzi nawet o różnicę pokoleń czy poglądy. Kontrastem oraz rdzeniem sporu jest owo osadzenie w realiach przeciwnych sobie grup społecznych. Ikonowicz ze swoją walką o wykluczonych może być nazywany polskim Hugo Chavezem. Człowiek, poświęcający całe swoje życie dla innych i ich zmagań z problemami finansowymi, jest osobą, która zawsze była i będzie bliska ludziom. Obraz Piotra Ikonowicza jako działacza, będącego reprezentantem ludu, widać doskonale w sondażu poparcia kandydata na RPO, gdzie przed paroma tygodniami zajął zaszczytne pierwsze miejsce, przebijając kandydatów PO oraz PiS. Jego autorytet jest niepodważalny.

Gdyby w rolę lidera ludu próbował wcielić się Jaś Kapela, najprawdopodobniej zostałby wyśmiany. Tak samo, gdy przed paroma dniami chciał wcielić się w rolę przedstawiciela artystów – to nie miało prawo zadziałać i nie zadziałało. Elitarne myślenie oraz elitarne zmartwienia nie są do pogodzenia z ludowym charakterem i problemami przeciętnego mieszkańca Krosna czy Głogowa.

Telefon od artysty, jaki otrzymał Jaś w Hejtparku, dobitnie pokazuje, jak postrzegany jest jego wizerunek wśród osób oderwanych od lewicowych dyskusji w internecie. Powtarzane bezpieczeństwo finansowe artystów nie miało przełożenia na rzeczywistość. Krzysztof Stanowski nie musiał nawet starać się ośmieszyć swojego gościa, ponieważ rozmówca zrobił to sam, wciskając rolę i wagę kultury w społeczeństwie w ramy stabilnej sytuacji finansowej artystów. Swoją specyficzną poezję starał się przedstawić jako wygląd całej grupy ludzi kultury, zyskując efekt odwrotny do zamierzonego. Tę krótką rozmowę można przełożyć na grunt ogólnopolski. Prawdziwie poetyckie określenie „kawiorowa lewica” nie powstało z niczego. Powstało z niezrozumienia zwykłego ludu i tego, co oferuje im wielkomiejska lewica. Dyskusja z warszawskiej kawiarni o mniejszych mieszkaniach nie będzie dostępna dla kasjerki, która martwi się o to, jak dotrwa do pierwszego dnia miesiąca.

Kapela to uosobienie bańki, jaką do tej pory próbowano oderwać się od mieszkańców mniejszych miejscowości w dużych aglomeracjach. To niezrozumienie nie miało charakteru ideologicznego. Sondaż poparcia Piotra Ikonowicza potwierdza, że problemem nie są progresywne postulaty czy lewica sama w sobie. W tym wszystkim chodzi o reprezentację tej grupy wyborców, lidera lub liderki, którzy będą mówić ich głosem o ich problemach, w taki sposób, jak to rozumieją i czują. Nie z ironicznym uśmiechem oraz ustami pełnymi frazesów, które dotyczą nikogo oprócz wąskiej grupy.

To sprawia, że deklarowane przez Kapelę wartości lewicowe, zgodne są z wizją egalitarnego społeczeństwa, dążącego do państwa opiekuńczego, rozbijają się o wizerunek człowieka z elit. Aktywisty uważającego się za osobę ponad tych wszystkich, którzy nie rozumieją abstrakcyjnych pojęć sztuki oraz potrzeby jej kontemplowania. Na nic były apele Jasia o podatkach progresywnych, o opodatkowaniu majątków czy nierównościach. Trudno znaleźć jest nić sympatii z człowiekiem, który do negocjacji siada z zadartym podbródkiem, a następnie stara się znaleźć porozumienie. Rosnące ego przysłoniło resztę uczestników rozmowy. A druga strona to wyczuła.

Arogancja sojowej lewicy jest doszczętnie wykorzystywana przez prawicę. Ta socjalna część uświadamia ludowi, że lewa strona sceny nie jest w stanie zrozumieć ich problemów i natury. Skrajnie wolnorynkowa forsuje swoje poglądy, gdzie zabezpieczenie socjalne oraz państwo opiekuńcze zrównuje z ludźmi oderwanymi od polskich realiów. Wychodzi im to zabójczo skutecznie. Nie bez powodu Jaś Kapela utrzymywał się w twitterowych trendach aż trzy dni. Ideologiczna ofensywa na miarę paliwa rakietowego.

Jaś Kapela ugruntowuje wygląd lewicy jako szaleńców i ludzi oderwanych od rzeczywistości. W oczywisty sposób przysłania działalność Piotra Ikonowicza, Jana Śpiewaka czy setki innych aktywistów działających lokalnie. Liberalna machina medialna doszczętnie wykorzystuje każdy nieludowy akcent lewicy. Doskonale wiedzą, że taka formacja i ruch społeczny byłyby nie do zatrzymania. Dzisiejsze czasy to rzeczywistość rosnących nierówności społecznych, łamania praw pracy, rosnących cen mieszkań i miesięcznych opłat. W Polsce potrzebna byłaby obecność szerokiego ugrupowania o charakterze lewicowym, które odpowiadałoby na dzisiejsze problemy przeciętnego obywatela. Irlandzkie Sinn Féin nie bez powodu rośnie z każdym miesiącem w sondażach. To jedyna partia, która przeciwstawia się liberalno-prawicowej dominacji Fianna Fáil oraz Fine Gael. Do tego mówi głosem zwykłych obywateli.

Legendarna akcja „zabierz babci dowód” mogłaby mieć słuszny odpowiednik dla lewicy. Ograniczenie przestrzeni medialnej dla kawiorowych lewicowców pomogłoby zbudować ludowy charakter szeroko pojętych ruchów na lewo. Czegoś, czego pragną ludzie wykluczeni w Polsce. Dlatego Jasiu, proszę Cię z całego serca – jeden występ u Stanowskiego to za dużo. Proszę, daj nam działać, jeśli naprawdę zależy Ci na lewicy w Polsce.

Patryk Spaliński

Dodaj komentarz