Skip to content Skip to footer

Kilkunastominutowe loty? Celebryci zatruwają nam planetę

Taylor Swift, Jay-Z, Travis Scott, Drake, Steven Spielberg, Oprah Winfrey. Co łączy te nazwiska? To celebryci, których osobiste samoloty wyemitowały w tym roku do atmosfery najwięcej CO2. Zestawienie Celebrity Jets wzbudziło wiele emocji. Prywatny odrzutowiec należący do Taylor Swift w okresie od stycznia do lipca 2022 roku wznosił się w powietrze ponad 170 razy. Prawie codziennie. Ślad węglowy, jaki wygenerował to 8293,54 ton gazów cieplarnianych. Średnia długość lotu? 80 minut. Piosenkarka nie miała nawet w tym czasie trasy koncertowej.

Internauci szybko zaczęli przerzucać się memami, naśmiewając się z bezrefleksyjności Swift. I choć rzecznicy gwiazdy tłumaczą, że nie za każdym razem na pokładzie znajdowała się główna zainteresowana (prywatne odrzutowce bywają wypożyczane, a często korzystają z nich również bliscy właścicieli), to ta liczba – gigantyczna liczba kilogramów dwutlenku węgla – zostaje w pamięci. „Największą trucicielką” okrzyknięta została wcześniej Kylie Jenner, która zasłynęła z najkrótszych, bo nawet kilkunastominutowych, lotów. 

Dlaczego to ważne?

CO2 nie znika, tylko gromadzi się w atmosferze, mając znaczący wpływ na ocieplenie klimatu. Już teraz zmiany te są nie do zatrzymania – wiadomo, że podwyższenie średniej temperatury na Ziemi o 1,5°C jest nieuniknione. Zgodnie z raportem klimatycznym IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu) „Global Warming of 1.5˚C”, pułap ten osiągniemy w ciągu najbliższych kilkunastu lat. Można jeszcze działać, żeby z 1,5°C nie zrobiło się 2°C. Albo i więcej. Taka zmiana może wydawać się przeciętnemu człowiekowi niewielka, w wielu regionach pewnie nawet pożądana, ale nieodwracalnie zmienia ona ekosystem lądowy i morski, w podobny sposób jak w przypadku oceanów, które przyjmują masę śmieci i zanieczyszczeń produkowanych przez człowieka. Około ¼ emitowanego dwutlenku węgla pochłaniają właśnie one, a to z kolei ma wpływ na zakwaszenie wód i decyduje o komforcie życia, a czasem o być albo nie być morskich organizmów, zmuszonych zużywać więcej energii na wyrównanie kwasowości. A mówimy [CA(1] tu jedynie o tych mniej wrażliwych na takie zmiany – te bardziej wrażliwe po prostu wyginą, a razem z nimi ginąć będą kolejne gatunki, bo wszystko, co żywe, musi się czymś karmić. Wspomniana reakcja łańcuchowa coraz drastyczniej przetrzebia oceany, choć emisja dwutlenku węgla ma zgubny wpływ nie tylko na nie. Oczywiście zmiany te odczują także ludzie – już teraz obserwujemy fale pożarów, nieznośne upały i coraz skrajniejsze wahania pogody – nawet w Polsce, w umiarkowanym klimacie.

Tymczasem, wg dotyczącego lat 1990-2015 raportu Oxfam, to 1% najbogatszych ludzi świata odpowiada za emisję ponad dwukrotnie większej ilości dwutlenku węgla niż najbiedniejsze 50% populacji.

Podwójne standardy

Krzywdząca staje się narracja, w której najzamożniejszym wolno tkwić w skrajnym konsumpcjonizmie, a na przeciętnego człowieka kładzie się odpowiedzialność za zmiany klimatyczne – między innymi naciskając na wymianę pieca na bardziej ekologiczny czy zaprzestanie jazdy samochodem, podczas gdy dla ludzi z mniejszych miejscowości to często bariery nie do przeskoczenia. Wymiana pieca bywa kosztowna, a wykluczenie komunikacyjne jest realnym problemem, który uniemożliwia wielu osobom pozbycie się samochodu.

Możemy przejść na weganizm, używać papierowych słomek i skrupulatnie segregować śmieci, ale bez zmian systemowych nie zmieni się nic. Świat, jaki znamy, będzie tonąć, bo nasze drobne gesty, choć dobre i ważne, nie mają w skali globalnej żadnego znaczenia. Łatwo poczuć się bezradnym po takiej konkluzji, ale może uświadomienie sobie tego paradoksalnie komuś pomoże. Nie chodzi o to, by zaprzestać tych drobnych gestów, ale by wywierać presję – na polityków i korporacje. Niektóre naciski przynoszą pewne rezultaty – na przykład rząd Kanady zdecydował o wprowadzeniu podatku od dóbr luksusowych. Będą nim objęte między innymi właśnie prywatne odrzutowce, ale również ekskluzywne samochody czy jachty. To już coś, choć niestety wciąż za mało.

A poza naciskiem i aktywizmem my, jako jednostki, możemy staranniej wybierać, kogo obserwujemy w mediach społecznościowych, czyjej muzyki słuchamy i jakie gadżety od celebrytów dajemy sobie wciskać.

ANNA PAŁAMAR

Add Comment