Skip to content Skip to footer

Krzyczymy #WolnaSzkoła i słusznie. Uwolnijmy ją od cierpienia zwierząt

#LexCzarnek zostało zawetowane, ale polska szkoła to wciąż skansen, a nie poważna instytucja edukacyjna. Portugalia, Nowy Jork, Szkocja czy Berlin – to miejsca, których systemy oświaty dzieli od polskiego cywilizacyjna przepaść. Poza jakością kształcenia, wsparciem antydyskryminacyjnym i lepszymi warunkami pracy, cechują się także mniejszą ilością produkowanego cierpienia. Rozpoczął się proces weganizowania szkół i możemy w tej sprawie zrobić więcej, niż mogłoby się nam wydawać. 

Cofnijmy się do 2019 roku. W Nowym Jorku na stanowisku burmistrza zasiada centrolewicowy demokrata Bill de Blasio, który poza pozytywnymi zmianami w polityce mieszkaniowej i służbach porządkowych podejmuje ważną decyzję z zakresu oświaty. W każdej z 1700 publicznych szkół miasta Nowy Jork wprowadzone zostają bezmięsne poniedziałki – Meatless Mondays. Kilkaset tysięcy dzieci jedzących codziennie w szkolnych stołówkach ogranicza spożycie mięsa, a Blasio i burmistrz Brooklynu Eric Adams myślą nad rozwinięciem programu. Trzy lata później Adams zastępuje Blasio na stanowisku burmistrza miasta i ogłasza inicjatywę Wegańskich Piątków. Program startuje 4 lutego, 35 dni po inauguracji Adamsa. Amerykańskie prawo federalne uniemożliwia całkowite usunięcie produktów zwierzęcych ze szkół. Zgodnie z regulacjami Departamentu Rolnictwa szkoła „nie może dyskryminować picia mleka krowiego przed szkołą, po szkole, na terenie szkoły lub podczas jakiejkolwiek imprezy sponsorowanej przez szkołę”. Zapis ten jest oczywiście wynikiem lobbingu przemysłu mleczarskiego i jak dotąd skutecznie blokuje drogę do szkoły pozbawionej cierpienia zwierząt. Nie uwzględnia on także dużego odsetku nietolerancji laktozy, zwłaszcza wśród dzieci niebiałych.

Berlin. Miasto odcięte od reszty Niemiec murem kulturalnym, światopoglądowym i obyczajowym jeszcze silniej niż Warszawa od Polski. 16,5% studentów i studentek deklaruje się jako weganie, a 33% nie je mięsa. Od października ubiegłego roku dokonało zasadniczej zmiany systemowej. 34 stołówki na czterech uniwersytetach zmieniły swoje menu, zapewniając 68% posiłków wegańskich i 28% wegetariańskich. Ryby stanowić będą 2% oferowanych opcji, a mięso z innych zwierząt pojawiać się będzie w pojedynczych posiłkach przez 4 dni w tygodniu. Miejski Uniwersytet Humboldta i Berliński Uniwersytet Techniczny zapowiedziały już osiągnięcie neutralności klimatycznej odpowiednio w 2030 i 2045 roku.

Potrzeba systemu

Nie ulega wątpliwości, że programy zmieniające nawyki całych pokoleń w kwestiach tak podstawowych jak żywienie muszą być powszechne i regulowane odgórnie, aby osiągnęły swój cel. Z praktyki życiowej wiadomo, że to zmiany legislacyjne i obranie przez rządzących konkretnego kierunku polityki dają wymierny skutek. W Portugalii już w 2017 roku parlament przyjął rozwiązanie nakładające obowiązek zapewnienia wegańskiej opcji we wszystkich publicznych stołówkach. Zapis wychodzi zatem poza szkoły i dotyka na przykład szpitali, co z polskiej perspektywy wydaje się rozwiązaniem nieprawdopodobnym w kontekście warunków żywienia w systemie ochrony zdrowia. Te zmiany są wynikiem kilkuletnich starań i akcji petycyjnej Associação Vegetariana Portuguesa, organizacji walczącej na miejscu o roślinną zmianę. Podobnie w Szkocji rząd zaktualizował istniejący od lat 40. program darmowego mleka dla dzieci dodając do niego opcję sojową, aby „zapewnić wegańskim dzieciom odpowiednią opiekę, w tym zbilansowane żywienie”.

Na gruncie polskim mamy pewne możliwości działania, z których warto korzystać, zwłaszcza na poziomie lokalnym. Ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia wprowadza wymaganie, aby „posiłki (śniadanie, obiad, kolacja) zawierały produkty z następujących grup środków spożywczych: produkty zbożowe lub ziemniaki, warzywa lub owoce, mleko lub produkty mleczne, mięso, ryby, jaja, orzechy, nasiona roślin strączkowych i inne nasiona oraz tłuszcze”. Zapis zakłada jednak funkcjonowanie w szkołach całodniowego wyżywienia, co w rzeczywistości większości placówek jest fikcją. Duża część szkół nie posiada nawet stołówki i w praktyce jedyną możliwością spożycia posiłku staje się szkolny bufet z drożdżówkami, kawą i słodyczami. Obserwując praktykę sprzedawania w szkołach posiłków zawierających jedynie część wymienionych produktów oraz paradoksalnie wegańskich opcji pokroju frytek z ketchupem, stawiam tezę, że istnieje prawna możliwość wprowadzenia do szkół wegańskich, pełnowartościowych posiłków, bez naruszania przepisów centralnych.

Pomysł nie jest zresztą w Polsce nowy. W ubiegłym roku Białołęcki radny Filip Pelc zaapelował do władz dzielnicy o możliwość wyboru wegetariańskich lub wegańskich posiłków w żłobkach i przedszkolach. Wniosek opierał na większej niż polska średnia liczbie wegan i wegetarian mieszkających w stolicy, co znajduje swoje uzasadnienie w liczbach. Warszawa znalazła się w pierwszej dziesiątce rankingu najbardziej przyjaznych diecie wegańskiej miast na świecie. Dzielnica odmówiła jednak, argumentując, że „zbilansowanie diety wegańskiej dla najmłodszych jest bardzo trudne”, czego jednak nie pogłębiono o fakty z zakresu dietetyki.

Nie tylko władza centralna

Organami prowadzącymi szkoły publiczne w Polsce są jednostki samorządu terytorialnego. To w porozumieniu z nimi dyrektorki i dyrektorzy organizują żywienie w szkole. Partnerem do rozmów stają się zatem prezydenci i burmistrzowie, a także rady gmin. Ważne, by o tym pamiętać, zwłaszcza w dobie ograniczania suwerenności szkół w kontekście ustawy #LexCzarnek. Mamy w Polsce setki samorządowych gospodarzy, którzy szli do władzy ze sztandarami ochrony klimatu i wsparcia edukacji, niektórzy ogłaszali nawet niezbyt brzemienne w skutkach alarmy klimatyczne. Czas zatem na organizacje społeczeństwa obywatelskiego, które jak zawsze w podobnych sytuacjach walczyć powinny o systemową zmianę. Pierwszą jaskółką na tej płaszczyźnie jest Green REV Institute, think-tank i inicjator Koalicji Future Food 4 Climate, walczącej o sprawiedliwą, etyczną i zieloną transformację systemu żywności. Rozpoczyna obecnie projekt kampanii rzeczniczej promującej wprowadzenie do szkół posiłków wegańskich, a jeśli uwarunkowania prawne na to pozwolą, także jednego dnia w tygodniu, kiedy wszystkie posiłki oparte będą na roślinach.

W dyskusji o szkolnictwie nie możemy mówić jedynie o kształceniu. Równie ważnym zadaniem szkoły powinna być opieka, której częścią jest zapewnienie zdrowej żywności. Jak wiemy z niedawnego Raportu NIK, spożywanie produkowanego w Polsce mięsa może prowadzić nawet do chorób nowotworowych. Od strony edukacyjnej należy pamiętać o walorze kształtowania pozytywnych nawyków, które łatwiej jest wprowadzać w młodym pokoleniu. Pokoleniu dotykanym coraz częściej chorobami cywilizacyjnymi. Dowiedziono w końcu związku pomiędzy spożyciem za dużej ilości mięsa i nabiału, a negatywnymi zmianami w masie i strukturze ciała. 

Zagadnienie wychodzi oczywiście poza mury szkoły. To, jak kształtujemy nawyki żywieniowe ludzi, zwłaszcza młodych, wpływa na klimat i stan środowiska naturalnego. Hodowla przemysłowa i spożywanie zwierząt są jednym z głównych czynników przyczyniających się do globalnego kryzysu klimatycznego, odpowiedzialnym za około 20% światowej emisji gazów cieplarnianych, a 80% wylesiania na świecie jest związane z naszym obecnym systemem żywnościowym. Zmianę należy wprowadzać w najbardziej otwartej światopoglądowo grupie, która będzie niedługo tworzyć dyskurs publicznej debaty. Okłamując dzieci i młodzież mówieniem o konieczności spożywania mięsa i produktów odzwierzęcych, tworzymy problem na kolejne dekady, których nie mamy, jeśli poważnie myślimy o przetrwaniu ludzkiej cywilizacji.

Kacper NOWICKI

Add Comment