Skip to content Skip to footer

Mity na temat weganizmu

Jak informował portal Green News w ubiegłym roku, już ponad 3 miliony Polek i Polaków to wegetarianie lub weganie. Liczby te stale rosną. Powodów przejścia na dietę roślinną jest wiele – ze względu na dobrostan zwierząt, przeciwdziałanie katastrofie klimatycznej czy też korzyści zdrowotne.

Nie jest tajemnicą, że powyższe czynniki, a w szczególności nieustannie pogłębiający się kryzys klimatyczny, prędzej czy później zmuszą nawet najwytrwalszych mięsożerców do przejścia na weganizm – a przynajmniej tak wynika z badań firmy Impossible Foods, która produkuje roślinne zamienniki mięsa. Z tego powodu chciałabym obalić kilka najpopularniejszych mitów dotyczących diety roślinnej.

Mit 1: Mięso jest niezbędne, aby utrzymywać zdrową, zbilansowaną dietę.

Mit ten jest chyba jednym z najczęstszych, który słyszy się przy jakiejkolwiek rozmowie dotyczącej odstawienia mięsa. Powiedzmy to sobie po raz kolejny (i oby ostatni): zdrowa dieta wpływająca korzystnie na nasz organizm nie musi zawierać mięsa. Wręcz przeciwnie – coraz więcej osób, również tych uprawiających różne sporty, decyduje się na odstawienie mięsa, a także innych produktów pochodzenia zwierzęcego. Dlaczego?

Problemy zaczynają się już na starcie. Popyt na mięso jest w dalszym ciągu na tyle duży, że wyprodukowanie go w warunkach niewymagających stosowania antybiotyków oraz sterydów wobec zwierząt staje się niemożliwe. Te z kolei – choć docelowo mają służyć przyrostowi masy mięśniowej (co niejednokrotnie kończy się niezdolnością zwierzęcia do utrzymania ciężaru swojego ciała na własnych kończynach), mają negatywny wpływ na zdrowie ludzi. Same warunki, w których trzyma się zwierzęta – za ciasne, przepełnione klatki z własnymi odchodami – są nie tylko nieetyczne, ale i prowadzą do patologicznych zachowań.

Spożywanie silnie przetworzonego mięsa, a także takiego, które cechuje się wysoką zawartością tłuszczów zwierzęcych, może prowadzić do chorób układu krążenia oraz nowotworowych. W rezultacie skazujemy się na powolne rujnowanie swojego zdrowia.

Jeśli jecie mięso i nie potraficie zrozumieć powyższych argumentów, zachęcam was do wykonania doświadczenia – jednego dnia zjedzcie posiłek zawierający składniki odzwierzęce, a drugiego sięgnijcie po całkowicie roślinny. Co prawda ciężko tutaj o regułę, natomiast ja po przejściu na dietę bezmięsną zauważyłam, że zjedzenie klasycznego kotleta sprawiało, że musiałam dać mojemu organizmowi nieco czasu w formie beztroskiego leżenia na kanapie, a po zjedzeniu posiłku opartego w dużej mierze o nieprzetworzone produkty pochodzenia roślinnego było mi znacznie lżej, dzięki czemu od razu mogłam wracać do swoich obowiązków.

Mit 2: Jajka i nabiał na diecie wegetariańskiej są konieczne, dlatego weganizm jest abstrakcją.

Gdy już oswoimy się z myślą o niejedzeniu mięsa, pojawia się dylemat związany ze spożywaniem innych produktów pochodzenia zwierzęcego – jaj i nabiału. Koronnym argumentem jest oczywiście niedopuszczenie do deficytu białek pochodzenia zwierzęcego w swoim organizmie. Ale czy faktycznie jest to konieczne?

Okazuje się, że wręcz przeciwnie. Z czysto biologicznego punktu widzenia: jesteśmy jedynym gatunkiem, który spożywa mleko innych ssaków. Ale to nie wszystko…

Nie tak dawno Ministerstwo Zdrowia na swoich kanałach w mediach społecznościowych podniosło temat korzyści idących za spożywaniem mleka. W odpowiedzi Europosłanka Sylwia Spurek zamieściła na swoim Facebooku grafikę z kontrargumentami. I trudno mi się z nimi nie zgodzić.

Po pierwsze, mleko krowie jest produkowane dla małych cieląt i zawiera substancje, które mają służyć rozwojowi młodego – a nie człowieka. Nie możemy także pomijać okropnych warunków panujących w przemyśle mleczarskim, które poprzez eksploatację krów drastycznie skracają ich długość życia, jak i wpływają szkodliwie na środowisko. Na domiar złego, to fakty dotyczące wpływu nabiału na zdrowie wydają się być decydującymi. Nadmiar wapnia zawartego w mleku przyczynia się do powstania osteoporozy. Kazeina, która zawarta jest w mleku krowim, powszechnie odpowiadająca za podświadome uzależnienie od nabiału, przyczynia się do rozwoju komórek nowotworowych. Ponadto szacuje się, że 70% osób dorosłych cierpi na nietolerancję laktozy. Z autopsji mogę powiedzieć, że brak bólów brzucha, jakie doskwierały mi na przykład po zjedzeniu miski płatków z mlekiem, sprawił, że przerzucenie się na mleko roślinne stało się tym większą przyjemnością.

W kwestii jajek zdania są podzielone. Natomiast należy pamiętać, że wbrew temu, co słyszymy, są one silnym alergenem, a także – w zależności od tego, jak toleruje je nasz organizm – mogą skutkować wzrostem poziomu cholesterolu oraz zmianami w pracy wątroby. Poza kwestiami zdrowotnymi, warto spojrzeć na wszelkie kampanie, które mają
na celu zwrócić naszą uwagę na złożony problem chowu klatkowego. Im tańsze jajka, tym tragiczniejsze warunki chowu kur. Czy naprawdę chcemy przykładać rękę do spożywania czegoś, co okupione jest cierpieniem milionów?

Mit 3: Przez weganizm można nabawić się poważnych niedoborów.

Wydaje mi się, że ten przesąd obaliłam już przy dwóch poprzednich, ale na wszelki wypadek poświęcę temu osobny akapit. Wiele badań udokumentowało, że o wiele więcej niedoborów w diecie mają mięsożercy aniżeli osoby będące na diecie roślinnej. W książce „Wege. Dieta roślinna w praktyce” autorstwa Iwony Kibil można przeczytać na ten temat całkiem sporo. Oczywisty wniosek – jeśli poświęcamy uwagę temu, co spożywamy, i eliminujemy produkty, które mają negatywny wpływ na nasze zdrowie, dokonujemy profilaktyki niedoborów.

Warto pamiętać o tym, że to właśnie warzywa i owoce spełniają nasze zapotrzebowanie na poszczególne witaminy czy minerały – są ich prawdziwymi skarbnicami. Na przykład witamina C, która odpowiada za utrzymanie prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego i ochronę komórek przed stresem oksydacyjnym, znajduje się w natce pietruszki, truskawkach czy soku pomarańczowych. Natomiast jeśli chcemy zadbać o prawidłową krzepliwość naszej krwi oraz utrzymanie kości w dobrej kondycji, należy zadbać o spożycie witaminy K. Ta z kolei znajduje się w boćwinie czy rukoli.

Każda dieta, która polega na wykluczeniu dotychczas spożywanych przez nas składników, powinna być konsultowana z osobą będącą w stanie przewidzieć jej ewentualne konsekwencje zdrowotne i możliwie im zapobiec. Niewykluczone, że być może przez pewien czas, swoisty “okres przejściowy”, będziemy potrzebowali suplementacji. Natomiast nie należy się tego bać ani powielać mitów o niedoborach, które pojawiają się tylko w przypadku przejścia na dietę roślinną.

Mit 4: Witamina B12 znajduje się tylko w mięsie, a jej niedobór może prowadzić do depresji.

Witamina B12 produkowana jest przez bakterie. Potocznie nazywa się ją “witaminą brudu”. W dawnych czasach ludzie uzupełniali jej zapotrzebowanie poprzez jedzenie nieoczyszczonego pożywienia. Nie możemy jej już znaleźć na owocach ani warzywach ze względu na ich sterylne warunki przechowywania. Tak samo ciężko mówić o jej odpowiedniej obecności w przetworzonym mięsie, gdyż to zwierzęta przebywające na wolnym wybiegu (a nie w klatkach) pobierają ją z gleby. Zwierzęta skazane na chów klatkowy w warunkach przemysłowych otrzymują ją jedynie w paszach. Co więc pozostaje osobom na diecie roślinnej? Tak, jak w przypadku każdej profilaktyki przeciwko deficytom – suplementacja. A ta ma miejsce zarówno u mięsożerców, jak i wegetarian czy wegan. I nie jest niczym złym.

Często powielanym przez przeciwników diet roślinnych argumentem w kontekście witaminy B12 jest to, że jej niedobór może prowadzić do problemów w gestii zdrowia psychicznego. Takim argumentem zostałam osobiście zaatakowana na Twitterze, gdy pisałam o terapii i jej ważnej roli. Dlatego z tego miejsca apeluję, aby nie stygmatyzować w ten sposób – owszem, niedobory różnych witamin czy minerałów mogą prowadzić do zaburzeń w pracy organizmu (np. gospodarki hormonalnej), ale jest to kwestia, którą należy pozostawić ekspertkom i ekspertom.

Mit 5: Dieta roślinna jest droga.

Być może nie jest to do końca mit, ale na pewno jego upowszechnianie i traktowanie w sposób zero-jedynkowy sprawia, że można go tak nazwać.

Faktem jest, że gotowe zamienniki mięs czy nabiału są drogie i nie da się tego ukryć. Pytanie: dlaczego? Z kilku powodów.

Po pierwsze, zamienniki te są droższe, gdyż nie są tak powszechne. Zwiększenie popytu z pewnością prędzej czy później doprowadzi do zmiany cen. Do mięsa czy nabiału dopłaca państwo, co sprawia, że ich ceny są tańsze, a na roślinne zamienniki – jak np. mleko roślinne – nakładany jest wyższy VAT, co jest problematyczne nie tylko dla wegetarian i wegan, ale i dla osób uczulonych na laktozę. 

Po drugie, dieta roślinna oparta o tworzenie własnych potraw “od podstaw” (czyli nie sięganie bądź sięganie w mniejszych ilościach po zamienniki) wychodzi bardzo porównywalnie, co dieta z udziałem mięsa, a nawet taniej. Jej jedyną wadą jest czasochłonność – stworzenie własnego zamiennika mięsa, mleka czy sera może faktycznie pochłonąć dużo naszego czasu. Wtedy rozwiązaniem jest freeganizm, czyli wykorzystywanie żywności, która z powodu estetycznego czy terminowego trafiła na śmietnik. Co prawda bywa to trudne, gdyż sklepy niechętnie pozwalają na skipowanie i zamykają śmietniki, lecz to temat na osobny artykuł – niemniej myślę, że jak najbardziej warty uwagi.

Mam nadzieję, że choć część obalonych przeze mnie mitów przekonała Was w pewien sposób do diety roślinnej!

Źródła:

[1] https://www.green-news.pl/707-polska-weganie-wegetarianie-3-miliony

[2] https://weloveinstant.pl/za-15-lat-wszyscy-bedziemy-weganami/

[3] https://www.blog.viva.org.pl/2014/07/13/5-mitow-na-temat-krowiego-mleka/

[4] https://krytykapolityczna.pl/kraj/gawlik-skad-sie-bierze-mleko/

[5] Iwona Kibil, „Wege. Dieta roślinna w praktyce”, Warszawa 2018.

Laura KWOCZAŁA

Dodaj komentarz