Skip to content Skip to footer

Persona non grata – rozmowa z ukraińską studentką

„Moja przyjaciółka opowiadała mi, że gdy rozmawiała po rosyjsku w autobusie, jakaś kobieta nakrzyczała na nią, że w Polsce mówi się po polsku.” mówi Patrycji Matusiak ukraińska studentka w Polsce. Na początek roku akademickiego przeczytajcie rozmowę, która otworzy oczy.

Patrycja Matusiak: Polskie uczelnie są dla Polaków, tak niedawno wypowiedział się o sytuacji związanej z rekrutacją na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu minister edukacji, Przemysław Czarnek. Co sądzisz o tych słowach jako studentka z Ukrainy?

Taisiia Prosvirova: Przykre to jest, szczególnie dla mnie, bo po dziennikarstwie zamierzam spróbować dostać się na Politechnikę Warszawską. Chciałabym studiować tam bezpłatnie i dlatego zamierzam zdać egzamin z języka polskiego na poziomie C2 – taki właśnie jest warunek dla obcokrajowców. Jeżeli umiesz polski przynajmniej na poziomie C1, możesz studiować bezpłatnie. Boję się, że przez tę sytuację coś zrobią, nie będą uznawać rezultatu naszej matury, więc bardzo się stresuję.

PM: Właśnie a propo matury, czy uważasz, że ukraińska matura była łatwa, czy jej poziom jest niższy niż polskiej matury? Zdałaś ją dwa lata wcześniej niż twoi polscy rówieśnicy.

TP: Wiesz, za bardzo nie znam się na polskiej maturze, ale z tego, co widziałam w arkuszu maturalnym z matematyki rozszerzonej, to tak, polska matura jest trudniejsza. Z drugiej strony jest to matura rozszerzona, do której przygotowujecie się dłużej niż my. Macie jednak kartę wzorów – w Ukrainie możemy polegać tylko na własnej głowie i kalkulatorze.

PM: Czy obecne zasady rekrutacji dla studentów z Ukrainy i Białorusi są uczciwe? Jeśli nie, to co byś zmieniła? Czy może lepsze byłoby rozwiązanie w postaci egzaminu wstępnego oraz egzaminu z języka polskiego?

TP: Ja osobiście uważam, że są uczciwe, uczelnie zazwyczaj wymagają znajomości języka polskiego na poziomie B2 – to poziom w sam raz, by zrozumieć wszystkie wykłady. Tego wystarczy. Po co egzaminy wstępne, skoro Polska uznaje rezultaty ukraińskich i białoruskich matur? 

PM: Wspomniałaś o języku polskim i o swoich ambitnych planach zdawania certyfikatu ze znajomości języka polskiego jako języka obcego. Czy nieznajomość języka polskiego jest rzeczywiście tak wielkim problemem wśród studentów zza wschodniej granicy? Pojawiają się głosy, że Ukraińcy czy Białorusini przyjeżdżają, żeby zdobyć legitymację studencką, a ich poziom języka polskiego nie pozwala na podjęcie studiów na uczelni wyższej.

TP: Oczywiście, że zdarzają się takie przypadki, słyszałam o tym, ale ludzie, którzy potrzebują tylko legitymacji studenckiej nie będą aplikować na UAM czy UW, tylko wybiorą słabsze, płatne uczelnie w stylu ‘wyższa szkoła gotowania na gazie’.

PM: Rozumiem. Ile Tobie zajęła nauka języka polskiego? Co było dla Ciebie najtrudniejsze, a co Ci najbardziej pomogło?

TP: Jak przyjechałam do Polski mój poziom polskiego był trochę powyżej zera. Umiałam trochę coś tam powiedzieć, spytać, gdzie jest przystanek, ale zrozumieć to, co mówili do mnie ludzie? No, z tym już był problem. Co mi osobiście pomogło? Moja determinacja, bo codziennie korzystałam z podręcznika, zajęcia dodatkowe i przede wszystkimi dużo praktyki językowej z moimi przyjaciółmi Polakami. Oglądałam filmy, robiłam te wszystkie ćwiczenia gramatyczne i jakoś to poszło, w pewnym momencie po prostu następuje taki moment, gdzie zaczynasz po prostu rozumieć polski.

PM: Czemu Polska?

TP: Moja odpowiedź będzie prozaiczna: moi rodzice chcieli, żebym studiowała zagranicą, a Polska wydała im się najlepszą opcją ze względu na ceny i bliskość Ukrainy, ale także doświadczenia rodzinne – mój kuzyn skończył tutaj studia magisterskie.

PM: Przejdę do takiego pytania, którego nie chciałabym raczej zadawać. Jaka była najbardziej nieprzyjemna sytuacja związana z twoim ukraińskim pochodzeniem?

TP: No wiesz, mnie osobiście nic takiego się raczej nie przydarzało, a może już zapomniałam. Moja przyjaciółka opowiadała mi jednak o tym, że gdy rozmawiała po rosyjsku w autobusie, jakaś kobieta nakrzyczała na nią, że w Polsce mówi się po polsku. Zdarzyła mi się też taka kuriozalna sytuacja – przyglądałam się Marszowi Niepodległości i zauważyłam niebiesko-żółtą flagę, tłum wokół niej zaczął skandować ‘J*bać UPA i Banderę’. Potem wygooglowałam sobie tę flagę, okazało się, że to była flaga Śląska. [śmiech]

PM: Faktycznie, dosyć podobne. Łatwo się pomylić. [śmiech]

TP: W ogóle większość nieprzyjemnych rzeczy, z którymi się spotkałam, to przede wszystkim komentarze w internecie. Taki typowy zestaw – zabierają pracę, rzeź wołyńska, że uciekają przed wojną, a lepiej byłoby się brać za karabin i bronić swojej ziemi.

PM: Czy Polska jest krajem ksenofobicznym, nieprzychylnym imigrantom?

TP: Chciałabym powiedzieć, że tak, ale jednocześnie nie mogę pomyśleć o żadnym kraju, o którym mogłabym powiedzieć, że jest przychylny imigrantom. To jest uniwersalne doświadczenie, ale Polska ma z tym jeszcze gorzej, bo to nie jest kraj różnorodny w takim samym stopniu jak inne kraje Europy. To kraj jednej narodowości, kultury, wiary; ludziom ciężko otworzyć się na innych, niepodobnym im.

PM: Czy widzisz dla siebie przyszłość w Polsce?

TP: Nie, nie chciałabym mieszkać w Polsce. Nawet nie ze względu na Polaków i ich nastawienie, ale z powodu polityki rządowej i tej dominującej narracji – konserwatyzm, katolicyzm, przeciw LGBT i tak dalej. Nie chciałabym mieszkać w takim kraju. Nawet u nas w Ukrainie jest większy nacisk na różnorodność, niedawno podczas Dnia Niepodległości prezydent Zełeński wymienił w swojej przemowie wszystkie pięćdziesiąt narodowości zamieszkujących Ukrainę, w tym Rosjan, i powiedział, że wszyscy jesteśmy obywatelami Ukrainy. W Polsce jakoś z taką narracją się nie spotkałam – że są u nas Żydzi, są Ukraińcy, Ormianie, ale wszyscy jesteśmy obywatelami Polski. Nie, tutaj wszyscy jesteśmy tylko i wyłącznie Polakami.

PM: Wydaje mi się, że dużo z tym wspólnego ma druga wojna światowa, przez którą utraciliśmy tak wiele mniejszości. Może właśnie z tego bierze się ten brak przygotowania na przyjęcie uchodźców i imigrantów, który możemy zaobserwować nie tylko na naszych granicach, ale także w urzędach w wielu dużych miastach Polski. Niektórym wydaje się, że tak łatwo dostać się do Polski, czy mogłabyś tutaj opisać swoje doświadczenia z imigracją?

TP: Nie jest to wcale takie łatwe otrzymać polskie obywatelstwo czy też kartę pobytu. Moja pierwsza wizyta w urzędzie ds. cudzoziemców skończyła się płaczem. Już dawno się poddałam, nie będę ubiegać się o polskie obywatelstwo. By je otrzymać najpierw kilka lat trzeba spędzić z kartą czasowego pobytu, potem ubiegać się o kartę stałego pobytu i dopiero po kilku latach stałego pobytu można złożyć wniosek o obywatelstwo. Złożyłam wniosek o kartę pobytu 20 grudnia 2019 roku, został odrzucony, wniosłam apelację. Od roku czekam na decyzję w sprawie apelacji, ale nie spodziewam się żadnych rezultatów. Wyrabiam wizę, jak zwykle. Ludzie myślą, że z racji tego, że jestem Ukrainką, ambasador całuje mnie w dłoń, wręcza mi wizę i w rytm mazurka Dąbrowskiego odprowadza mnie do granicy. To trochę trudniejsze. Musiałam złożyć masę dokumentów – potwierdzenie statusu studenta, potwierdzenie płatności za cały rok studiów, potwierdzenie wystarczającej ilości środków na utrzymanie, umowa wynajmu.

Jest jak jest.

PM: Dziękuję Ci za naszą rozmowę i życzę powodzenia na studiach!

TP: Ja Tobie też dziękuję.

Patrycja MATUSIAK

Dodaj komentarz