Skip to content Skip to footer

Starość nie radość – nie, kiedy jesteś kobietą

W ostatnim czasie zostałam jednym z tych szczęśliwców, którym udało się zobaczyć Iggy’ego Popa na katowickiej scenie w ramach OFF Festivalu. Doświadczenie, muszę przyznać, fantastyczne, a piosenkarz, pomimo 75 ukończonych lat, wywija jak szalony, nie traci tchu i świeci gołą klatą niczym nastolatek. Ja sama zauważyłam, że Iggy może i jest trzykrotnie starszy ode mnie, ale ma też bez wątpienia trzy razy więcej energii niż ja. Na artykuły zachwalające tego młodego ducha nie trzeba było długo czekać. W tym wszystkim nasunęło mi się tylko jedno pytanie: czy z takimi samymi reakcjami spotkałaby się kobieta?

Mogłabym się założyć, że nie. Mogłabym się założyć o ucięcie ręki, obie nerki i własny dom, którego nie mam. Co więcej, już wygrałam ten zakład. Wystarczy nieco się rozejrzeć, aby dostrzec, że mam rację. Nie musimy szukać daleko, skupmy się na naszym rodzimym podwórku. Weźmy na tapet Marylę Rodowicz. Babcia Maryla, jak ją ciepło określa moja własna babcia, jest jedynie rok starsza od znanego rockowego muzyka, a żarty o jej corocznym zamrażaniu i rozmrażaniu, chociaż w duchu ciepłe, przepełnione są jednak pewną pogardą wobec muzycznej seniorki. Pamiętam jej szalone, kontrowersyjne, mniej lub bardziej skąpe kreacje — pióra, skórzane spodnie, futra, monumentalne nakrycia głowy — czego dusza zapragnie. Byłam jednym z niewielu głosów, które chwaliły jej ekstrawagancję i chęć eksperymentowania, wychodzenia ze swojej strefy komfortu. Nie brakowało za to krytyki na portalach społecznościowych i serwisach plotkarskich, że jej ciało jest już „stare”, „nieestetyczne”, „niesmaczne”. Przypominam, że tych głosów nie było po tym, gdy Iggy Pop zrzucił marynarkę. Wtedy była to część genialnego występu, fantastycznego show, zapadającego w pamięć i dowodzącego o nieustającej werwie i charyzmie „ojca chrzestnego punka”. No ale dobrze, załóżmy, że stylizacje pani Rodowicz faktycznie były zbyt kontrowersyjne dla odbiorców jej muzyki, naturalnie bardziej konserwatywnych niż słuchacze The Stooges, i przyznajmy, że „Małgośka” ma nieco inny klimat niż „I Wanna Be Your Dog”. W porządku. Przypomnijmy zatem inną sytuację – jubileusz Królowej Estrady w Opolu, kiedy chcąc zrobić na scenie coś nowego, ciekawego, zaskoczyła widzów występem tanecznym z Janem Klimentem do premierowej piosenki „Rumba o gitarze”. Wtedy również nie obyło się bez krytyki, ponieważ „ruchy już nie te”, a kreację można było zastąpić dłuższą i ukryć „mankamenty figury”. Takich komentarzy od groma znajdziemy choćby na Facebooku. Dla mnie po siedemdziesiątce wyzwanie będzie stanowić wspinaczka po schodach (zakładając, że nie wykończy nas wszystkich wcześniej globalne ocieplenie), więc bez cienia ironii już teraz zazdroszczę pani Rodowicz zarówno sprawności, jak i figury.

No ale dobrze. Może to już taka mentalność Polaków, w końcu jesteśmy krajem uparcie trzymającym się tak zwanej tradycji, więc widywanie babci Maryli w bieliźnie w publicznej telewizji mogło zostać odebrane z pewnym chłodem. Spójrzmy więc na inną kultową gwiazdę — Madonnę. Nie dość, że przykład zza oceanu, to i w dowodzie o 10 lat mniej niż Iggy. Dodatkowo nigdy nie ulegała społecznym ograniczeniom, wręcz kochała kontrowersje — wspomnieć wystarczy choćby jej ciepło przyjętą książkę „Sex”, która, jak sugeruje tytuł, zawierała głównie treści nacechowane erotyką, w tym nagie sesje Madonny oraz przyjaciół gwiazdy. Erotyzm jest nieodłączną częścią wykreowanego przez nią artystycznego wizerunku, a zarówno jej entuzjaści, jak i sceptycy spodziewają się, że swoimi działaniami szokuje, zwraca uwagę i stabilizuje swoją pozycję w kulturze i show-biznesie. Jednak każdy z nas, nawet Madonna, wraz z nadejściem kolejnej wiosny jest starszy o dokładnie jeden rok; artystka skończyła niedawno 64 lata. Choć trzeba przyznać, zupełnie nie poddaje się teoretycznej starości, na którą mógłby wskazywać wiek, i dalej tak samo na scenie energii i szaleństwa jej nie brakuje; równie chętnie pokazuje też ciało. Są to stale obecne elementy publicznego wizerunku artystki, do których odbiorcy zdążyli już się przyzwyczaić przez wiele lat jej kariery. Pomimo tego, w stosunku do niej także rzucane są słowa dezaprobaty, że „powinna wiedzieć, kiedy zejść ze sceny”, że „to nie te lata”, a kiedy na kanapie u Jimmy’ego Fallona uniosła do góry spódnicę — co było zupełnie zagraniem w stylu Madonny — w internecie aż zawrzało. Głośno komentowane są też operacje plastyczne, jakim się poddaje; „nie potrafi pogodzić się z upływającym czasem, to smutne”, mówią jedni; „to obrzydliwe, próbuje zrobić z siebie nastolatkę”, wołają drudzy. Jednak prawda jest taka, że w tym samym momencie, w którym Madonna musi mierzyć się z krytyką z powodu zabiegów odmładzających, inne kobiety, zarówno te sławne, ale coraz częściej także te prowadzący spokojny, tuzinkowy tryb życia, są krytykowane za ilość zmarszczek wokół oczu, siwe włosy czy ciało wyglądające nieco inaczej niż piętnaście lat temu. Obie strony spotykają się ze społeczną dezaprobatą — nie ma dobrego wyjścia.

Przede wszystkim nie ma przyzwolenia dla kobiet, by mogły starzeć się tak, jak chcą, ubierać się, jak im wygodnie i robić to, na co mają ochotę. Setki tysięcy lat istnienia człowieka, a dwie podstawowe funkcje kobiety to dalej rodzić dzieci i ładnie wyglądać. Ładnie wyglądać oczywiście obok mężczyzny i temu właśnie mężczyźnie rodzić dzieci, a najlepiej chłopców. Kobiecie nie wolno się starzeć. Gdy osiągnie ona pewien wiek, powinna stać się możliwie jak najbardziej niewidoczna w społeczeństwie — w końcu nie spełnia już swoich dwóch funkcji, lata piękności przeminęły, a menopauza zablokowała drogę do rozrodu.

Kariera modelki kończy się, kiedy stuknie jej trzydziestka. Wokalistkom pozwala się śpiewać, o ile nie gorszą przy tym publiczności swoim wyglądem, strojem lub zachowaniem. Danuta Stenka, kiedyś rozchwytywana, teraz narzeka na brak pracy, bo twórcy mówią, że jest po prostu „za stara”. Mężczyźni nie mają podobnych problemów. Andrzej Grabowski czy Anthony Hopkins dalej większość swojego czasu spędzają na planach filmowych lub na ekranach kin i naszych telewizorów. Andie MacDowell o ageizmie w kinie mówi głośno i sprzeciwia się mu. Przestała farbować włosy, a także wzbrania się przed graniem postaci młodszych o dekadę, mimo że takie proponowane jej są najczęściej. W wywiadzie dla polskiego Vogue’a wspomina swoje oburzenie, kiedy ktoś zapytał ją, „jak to jest tracić piękno”. „Utarło się, że mężczyźni z wiekiem stają się bardziej interesujący, a my wręcz przeciwnie. To szkodliwy stereotyp, w który kobiety uwierzyły”, mówi. To jeden z najsmutniejszych efektów patriarchalnego społeczeństwa i kultywowanej od tysiącleci mizoginii. Kobiety same podporządkowują się narzuconym przez mężczyzn normom i razem z nimi krytykują inne kobiety, które stają im naprzeciw. Bo te wszystkie głosy piętnujące Madonnę, Rodowicz czy po prostu sąsiadkę, która przestała ukrywać posiwiałe włosy, pochodzą również od kobiet. To społeczne zjawisko, a ten sposób myślenia musi ulec zmianie. Starzenie się jest w porządku. Jest procesem zupełnie naturalnym i przede wszystkim czeka każdego i każdą z nas. Dlatego właśnie powinniśmy dalej zachwycać się burzą siwych loków Andie MacDowell i siłami witalnymi Maryli Rodowicz, które pozwalają jej tańczyć rumbę po siedemdziesiątce.

Dominika ZIELIŃSKA

Add Comment