Skip to content Skip to footer

Walka o embargo. Rozmowa z ukraińską aktywistką Ariną Bilai

Działaczka na rzecz klimatu i sprawiedliwości politycznej, Arina Bilai z Kijowa uciekła przed wojną do Polski i tu kontynuuje swój aktywizm. Szesnastoletnia aktywistka razem z innymi działaczami z Europy Środowo-Wschodniej walczą o zakończenie importu ropy, gazu i węgla z Rosji. Domagają się końca ery paliw kopalnych i działań na rzecz pokoju w Ukrainie.

Anastasiia Soroka: Jesteś aktywistką od 13 roku życia. Od czego to wszystko się zaczęło i jak zmieniał się twój aktywizm?

Arina Bilai: W listopadzie 2018 r. podjęłam decyzję o zastaniu wegetarianką, ponieważ od dzieciństwa los zwierząt nie jest mi obojętny. Potem przyszłam do organizacji na rzecz ochrony praw zwierząt i od tego momentu zaczął się konkretny aktywizm. Rok 2021 rozpoczął się wielkim wstrząsem, kiedy zatrzymano Aleksieja Nawalnego. Chociaż nie popieram jego retoryki o Krymie i Ukrainie, ponieważ jak mówią, rosyjski liberalizm kończy się tam, gdzie zaczyna się kwestia ukraińska. To jednak aresztowanie A. Nawalnego było dla mnie szokiem. Obserwowałam rozwój strajków i chciałam dołączyć do „OVD-Info”, organizacji, która pomaga zatrzymanym, prowadzi rejestr więźniów politycznych i zapewnia adwokatów za darmo. Ze względu na wiek nie mogłam jednak tego zrobić. Zamiast tego zapoznawałam się z życiem społecznym i politycznym Rosji, badałam, jaki jest reżim, jak działają w nim organy, ustawodawstwo. W czerwcu poznałam Arshaka Makicziana. W tym czasie prowadzono kampanie wyborcze, konkretnie dwa tygodnie przed ustaleniem, kto idzie do głosowania, a kto nie. Zaczęłam pracować w jego firmie przed ustaleniem list od partii „Jabłoko”, która pozycjonowała się, i nadal pozycjonuje, jako demokratyczna, wolna i zielona, chociaż tak nie jest — partia w rezultacie wyrzuciła prawie wszystkich posłów opozycji. Mieliśmy nadzieję, że coś może wyjść z naszej wspólnej pracy, ale teraz wiemy, że jeśli szef partii jest w Rosji, a nie na emigracji lub w więzieniu, to jest to fake. Podczas kampanii Aleny Popowej przeprowadziliśmy naszą promocję bardziej ukierunkowaną na klimat i środowisko. Wspomnę jeszcze, że Alena Popova jest założycielką największej organizacji „Nie jesteś sama”, która pomaga ofiarom przemocy domowej w Rosji. Jest też współautorką ustawy o przemocy domowej, która niestety nie została przyjęta. Poparto ją w głosowaniu, ale potem wybory zostały sfałszowane i zdaliśmy sobie sprawę, że to wszystko było na próżno. Nie zniechęciło mnie to jednak do działań aktywistycznych i pod koniec listopada dołączyłam do Fridays For Future. Byliśmy w trakcie przygotowań do Global Climate Strike w Kijowie, który miał się odbyć 25 marca, jednak rozpoczęła się wojna i przyjechałam do Warszawy. Wtedy też zaczęły się dni mojej intensywnej pracy. Teraz poziom mojego aktywizmu jest kosmiczny. Myślałam, że będzie taki w odległej przyszłości, ale po 24 lutego wszystko się zmieniło…

A.S.: Co cię najbardziej denerwuje w istniejącym obecnie systemie światowym?

A.B.: Wszechobecne kłamstwo. Lub nieszczerość, ponieważ nieszczerość jest również do pewnego stopnia kłamstwem. Konsekwencją tego jest powolne podejmowanie decyzji lub ucieczka od nich. To właśnie teraz widzę, wszyscy teraz widzą.

A.S.: Co lubisz najbardziej, a co najmniej w aktywizmie?

A.B.: Osobiście najbardziej mnie cieszy, gdy wprowadzane są te zmiany, o które walczę. Nie jest dla mnie ważne, aby zwracać na siebie uwagę albo o coś krzyczeć, nawet, jeśli jest na ulicy, albo przed twarzami polityków. Ostatnio bardzo cieszyłam się również z embarga na ropę naftową, ponieważ to w dużej mierze wynik naszej pracy — tego, że przyciągaliśmy do tego tak wiele uwagi medialnej, rozmawialiśmy bezpośrednio z politykami i zbieraliśmy ludzi na protesty. Nadal bardzo miło jest krzyczeć na ulicy „Gańba!”(pol. Wstyd), bo to jest moje, czysto ukraińskie. Lubię także robić aktywizm blisko ludzi. Szalenie podobała mi się nasza inicjatywa ze słonecznikami, kiedy rozdawaliśmy je jako ukraiński symbol i wszyscy je podnosili. To wywoływało niesamowite poczucie jedności i siły!

Frustrujące są za to wewnętrzne konflikty w różnych ruchach. Szkoda, że ludzie po tej samej stronie znajdują bezpodstawne powody, by się kłócić, rozstać i nie pracować więcej razem.

A.S.: Co może stać się tym powodem?

A.B.: Zazdrość i brak szacunku. To wszystko ludzkie uczucia i czasami to zrozumiałe, ale szkoda, że dzieje się to w ruchach, w których absolutnie każda osoba jest potrzebna i ważna.

A.S.: Na realizację protestów potrzeba dużo pieniędzy. Skąd pozyskujesz fundusze?

A.B.: Departament Stanu. *śmieje się* Tak naprawdę cała moja praca i wszystkie moje podróże są wolontariatem. Na niektórych zgromadzeniach, na których przemawiałam, można było dostać wynagrodzenie prelegenta, ale na razie nic jeszcze do mnie nie trafiło. Podczas przeprowadzania demonstracji w Warszawie koszty zostały podzielone pomiędzy różne organizacje, które się nami zaopiekowały. To jednak też nie wystarczyło, więc większość kosztów pokryliśmy wolontariatem. Wiele osób oferowało pomoc i było gotowe zrobić coś za darmo. Ta uczynność jest niesamowita i wpływa na wynik pracy.

A.S.: Czy osoby starsze traktują młodych ludzi poważnie? Czy uważasz, że twoja opinia jest ważna?

A.B.: Młodzi ludzie muszą być traktowani poważnie, ponieważ dorośli pracują na ich przyszłość. Dorośli mają obowiązek pozostawić coś po sobie dla następnych pokoleń. Młodzi ludzie powinni mieć prawo brać udział w decyzjach i wpływać na tych, którzy je podejmują. Aktywizm jest sposobem wpływania na cały ten okropny, okrutny, nieszczery i kłamliwy system. Czy uważam, że moja opinia jest ważna? W tym systemie nic nie daje mi takiego poczucia, ale jestem w stanie sama stworzyć je w sobie. Wybieram rzeczy dla mnie ważne, nie dlatego, że ktoś mi to powiedział, ale dlatego, że jestem przekonana, że takie powinny być. Czuję też wsparcie ze strony innych młodych ludzi i aktywistów.

A.S.: Powiedz więcej o ludziach, którzy cię wspierają. 

A.B.: Arshak Makiczian, o którym już mówiłam, to mój bliski przyjaciel. Dał mi wiarę w to, że aktywizm klimatyczny może być szczery i wszystko jest możliwe. Pracowaliśmy razem nad projektami politycznymi i klimatycznymi, szczególnie intensywnie przed wyborami do Dumy Państwowej. We wrześniu Arshak miał plan — jeśli cała Rosja będzie w ogniu, to zagra w przejściu podziemnym bardzo smutną piosenkę na skrzypcach. Wczoraj razem z nim wyszliśmy na strajk przed ambasadą rosyjską w Berlinie i tam to zagrał.

Obecnie pracuję z Dominiką Lasotą, Wiktorią Jędroszkowiak i Mikołajem Petrygą. To oni po 24 lutego pomogli mi wyjechać do Warszawy. Nie zamierzałam jechać właśnie tam, ale nalegali. Później zdałam sobie sprawę, że to ma sens, bo nie będę tracić czasu w czasie wojny, a zamiast tego będę mogła zrobić kolosalną robotę i poradzę sobie ze wszystkim, bo będą tu wspaniali ludzie. Teraz Doma, Wiki i Mikołaj są moimi bardzo bliskimi przyjaciółmi. Dzięki właśnie nim w pewnym sensie zakorzeniam się tutaj, w Polsce. 

Chciałabym też wspomnieć Julię Krivicz i Tarasa Gembika z Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Kręciliśmy razem film w biurze Greenpeace o embargu na paliwa kopalne. Julia i Taras pomagali i wspierali mnie również przy organizacji strajków w Warszawie.

A.S.: Jakie są Twoje relacje z rodzicami? Czy oni wspierają cię w twojej działalności?

A.B.: Tata jest w Kijowie, a mama w zachodniej Ukrainie. Zostaliśmy odseparowani. Jestem sama w Polsce, więc mamy mniejszy kontakt i przez to relacje z rodzicami trochę się poprawiły. Tata to człowiek-inspiracja w mojej rodzinie. Nauczył mnie przebijać się, nie bać się tworzyć własnych projektów, ponieważ „wszyscy mają wystarczająco dużo miejsca pod słońcem”. Demonstracji w Warszawie odbywa się dużo, ale robienie własnych jest nadal ważne. Mama w zasadzie również mnie wspiera, ale trochę dziwnie reaguje. Kiedyś dzwoniłam do niej w metrze w Brukseli i powiedziałam: „Cześć, właśnie spotkałam się z Ursulą von der Leyen i rozmawiałyśmy przez półtorej godziny w jej biurze”. Ona mówi mi na to, że „to fajnie” i koniec. Ogólnie nie narzekam na to, bo czasem wystarczy też milczące wsparcie.

A.S.: W jaki sposób problemy środowiskowe wiążą się z wojną na Ukrainie i wojnami w ogóle?

A.B.: Oczywistym jest, że wojny produkują emisje, a to prowadzi do zanieczyszczenia gleby, wody, powietrza. Kiedy byłam w Kijowie przez pierwsze dwa dni wojny, to już śmierdziało benzyną tak mocno, że nie można było oddychać. Widzę też więcej związków wojny z paliwami kopalnymi — pieniądze za paliwa kopalne, od których Europa jest tak bardzo uzależniona, trafiają do Rosji, finansując reżim. Istnieje bezpośrednia korelacja między oparciem się gospodarki na paliwach kopalnych, a większym prawdopodobieństwem autokracji lub dyktatury w danym kraju. Pułapka polega na tym, że jeśli Europa całkowicie przestanie kupować paliwa kopalne z Rosji, to rozpocznie po prostu handel z innymi krajami. Potem zaś nastąpi kolejna kolonizacja Afryki. Albo padnie na Bliski Wschód, gdzie władze dzierżą te same autokracje, te same dyktatury. Niezależność Europy i każdego państwa zależy teraz bezpośrednio od niezależności od paliw kopalnych, ponieważ pochodzą one z autokracji i dyktatur, które są agresywne w stosunku do krajów sąsiednich. Paliwa kopalne prowadzą teraz bezpośrednio do wojen, śmierci i cierpienia, pomijając aspekt ich wydobywania, które stanowi bardzo niebezpieczną pracę. Wszystko to zdaje się być osadzone w jakimś śmiertelnym cyklu. Teraz jest właściwy moment na szybką zmianę energetyczną w Europie. Piękną alternatywą, która nie doprowadzi do rozwoju wspomnianej pułapki, są odnawialne źródła energii.

A.S.: Wiele badań wskazuje, że zielona energia też nie jest pozbawiona wad. Na przykład toksyczna produkcja i utylizacja, trudności w transporcie, wysokie koszty utrzymania linii energetycznych. Co sądzisz o problemach z zieloną energią, czy nie będą poważniejsze niż te, które wywołują paliwa kopalne? 

A.B.: To ważne: nie jestem ekspertką, ale staram się słuchać naukowców, znajdować najbardziej reprezentatywne badania i opierać się na nich. Owe poszukiwania bywają trudne, ponieważ istnieje wiele różnych badań, a kiedy się czegoś szuka, to podświadomie chce się potwierdzić swój punkt widzenia. Jestem najbardziej zaznajomiona z energią słoneczną i tym, jak ją pozyskiwać. Niestety, w panelach słonecznych znajduje się krzem, który jest również paliwem kopalnym i musi być skądś importowany, najprawdopodobniej z tych samych agresywnych dyktatur. Jednak jego ilość potrzebna do produkcji paneli słonecznych jest znacznie mniejsza. Same panele mogą być sprawne do 100 lat, a postęp w ich produkcji rośnie każdego roku. Trzeba przyznać, że tak — panele słoneczne i farmy wiatrowe są związane z akumulatorami. Nie ma idealnych rozwiązań i nie należy oczekiwać od aktywistów, że je zapewnią. Musimy wybierać najmniejsze zło. Nagle okazuje się, że znów dochodzimy do pułapki — embargo nie jest idealnym rozwiązaniem. Przy tak wielu kryzysach znalezienie rozwiązania, które zapobiegnie wszystkiemu, jest bardzo trudne.

A.S.: Istnieją badania mówiące, że energia atomowa jest w procentowym wymiarze najbardziej nieszkodliwa ze wszystkich. Ostatnio Komisja Europejska wpisała energetykę jądrową na listę zielonych energii. Co o niej sądzisz?

A.B.: Mogę powiedzieć od razu, że traktuję ją negatywnie, ponieważ nie jest to odnawialne źródło energii i nie jest ono czyste. Skąd pochodzi wydobycie paliw kopalnych? Z Rosji, z krajów autokratycznych, z dyktatur. Ta sama sytuacja. W dodatku wytwarzaną w procesie parę wodną uważa się za rodzaj gazów cieplarnianych. Trzeba pamiętać również o odpadach, które trafiają do ziemi i wody. Nie jestem ekspertką, ale z tego, co widzę, jest dla mnie dość oczywiste, że nie jest to czysta energia. 

A.S.: Jaki wpływ będzie miało odrzucenie rosyjskich paliw kopalnych z ekonomicznego punktu widzenia? Embargo UE jest możliwe tylko po zatwierdzeniu wszystkich 27 państw członkowskich. Na Węgrzech wielokrotnie deklarowano, że nie poprze się zakazu importu rosyjskiej ropy. Niemcy zgodziły się na to tylko pod warunkiem, że będzie to stopniowe. Pełne embargo gazowe może spowodować poważny kryzys gospodarczy w wielu krajach. Już teraz w Polsce rekordowe ceny benzyny nie mogą nie martwić.

A.B.: Zacznijmy od tego, że tak, Unia Europejska jest uzależniona od rosyjskich paliw kopalnych. Dlaczego dzieje się tak pomimo faktu, że rosyjska agresja była widoczna już od 2014 roku? Wcześniej były jeszcze wojny w Gruzji, dwie wojny czeczeńskie, Mołdawia z Naddniestrzem, zaangażowanie Rosji w konflikt syryjski, w wojnie Armenii z Azerbejdżanem. Dla Unii Europejskiej finansowanie tego i brak próby, by w jakikolwiek sposób uniezależnić się od rosyjskich paliw kopalnych był normalny. To duży błąd, za który powinna płacić swoimi pieniędzmi, a Ukraińcy muszą płacić za niego własnym życiem. Problem polega na tym, że pełne embargo nie jest teraz wprowadzane. Każdego dnia się je opóźnia, teraz, kiedy następują dziesiątki, setki zgonów na Ukrainie. Niemcy około 60 lat, czyli od początku powstania Unii Europejskiej, pielęgnowały i dywersyfikowały swoją gospodarkę. I zdywersyfikowały się tak, że cały czas mówią o tym, jak uzależnieni są od rosyjskich paliw kopalnych. Ale czy naprawdę są tak uzależnieni? Według różnych badań możliwe jest nawet 6% spadku gospodarki po wprowadzeniu embarga. Czy to duża ilość? Nie wiem, ale to cena. To nie ich wina, że wojna się rozpoczęła i trwa, ale sponsorowali ją przez 8 lat. Niemiecka gospodarka jest bardzo silna, przetrwa embargo na gaz i ropę naftową. Dlaczego więc odgrywa tak ważną rolę w blokowaniu embarga? — to dla mnie pytanie. Istnieją oczywiście inne kraje, które je blokują. Francja wypowiada się niejednoznacznie w tej kwestii. Austria jest przywiązana do opinii Niemiec. Słowacja bardzo uzależniła się od rosyjskich paliw kopalnych, ale po prostu dostanie o rok więcej czasu, czyli wprowadzi embargo na ropę naftową do końca 2023 roku. Węgry otrzymują ten sam termin. Embargo będzie dotyczyło gospodarki Unii Europejskiej i jej krajów członkowskich w różnym stopniu, ale jeśli popełniono tak duży błąd, to trzeba za to zapłacić.

A.S.: Na konferencji Stand up with Ukraine siedziałaś przy tym samym stole z Ursulą von der Leyen i, jak mi się wydawało, jej słowa były dla Ciebie puste, pewnie słyszałaś je już wiele razy. Czy czułaś się słyszana, czy zdałaś sobie sprawę, że po prostu karmiono Cię obietnicami?

A.B.: Dotarliśmy na Stand up with Ukraine dzięki zaproszeniu biura von der Leyen i Global Citizens, jednak wydaje się, że oni nie do końca wiedzieli, na co się pisali. Traktowali mnie jak małą dziewczynkę, która uciekła przed wojną i będzie opowiadać o tym, jak ważne jest wspieranie Ukrainy, donate tu, donate tam. A ja powiedziałam, że ludzie, którzy siedzą ze mną przy tym samym stole, sponsorują wojnę. W ogóle się tego nie spodziewali. Nie spodziewali się zwłaszcza tego, że wszyscy przyjdziemy w koszulkach „Stop all fossil fuels”, „Fossil fuels mean war” i z innymi podobnymi napisami. Byliśmy ubrani w zapinane koszule i dopiero, gdy impreza się rozpoczęła, rozpięliśmy je, aby napisy na koszulkach stały się widoczne.

Na konferencji byli także ukraińscy uchodźcy, przede wszystkim kobiety w różnym wieku. Bardzo mnie to bolało, ponieważ politycy „używają” tych ludzi dla własnych korzyści – robią im zdjęcia, aby pokazać, że niby pomagają, chociaż tak naprawdę są sponsorami problemu. Te 10 miliardów, które zebrali, to ogromna suma, która pomoże dużej liczbie osób, ale 10 miliardów to także kwota, którą wysyłają co 2 tygodnie do Rosji tylko za paliwa kopalne. Ursula von der Leyen opowiadała o przedszkolach, szkołach i integracji uchodźców w społeczeństwie. Wtedy patrzyłam na nią pustym wzrokiem, ponieważ ja mówiłam o źródle problemu, podczas gdy ona mówiła o tym, jak rozwiązać jego konsekwencje. Kiedy ogłaszali kwotę, którą zebrali, ludzie byli szczęśliwi, Ursula się uśmiechała, a ja w tamtym momencie chciałam płakać. Czasami w ogóle nie podoba mi się jej retoryka. Na przykład, kiedy ogłosiła embargo na ropę naftową, powiedziała: „They will make sure that they make this transition in old school way to secure our European economy”. To przede wszystkim o gospodarce, nie o Ukrainie. Więc po co to wszystko?

Po moim bloku powiedziała: „More decisions are to come”. Cóż, wciąż czekamy na rzeczone „more decisions”. Dostaliśmy embargo na ropę naftową, ale nie będę mówiła jeszcze „dziękuję”, bo naciskamy do końca.

A.S.: Jakie się czujesz podczas rozmowy z ważnymi ludźmi ze sceny politycznej? 

A.B.: Na chwilę obecną spotkałam już kilku eurodeputowanych i podczas spotkań z nimi zwykle się nie denerwowałam. Niektórzy z nich pozwolili sobie nawet na stwierdzenie, że Ukraina jest winna ataku ze strony Rosji. Wiedzieli, że jestem Ukrainką, a jednak powiedzieli mi to prosto w twarz. Niektórzy posłowie polskiego parlamentu mówili mi: „Przecież wy też kupujecie gaz od Rosji!”, podczas gdy też go kupują i są od niego bardzo uzależnieni. Po wydarzeniach z 2014 roku Ukraina zmniejszyła skale handlu z Rosją. Pozostało nam jedynie 10 procent importowanego gazu. Co prawda mieliśmy gaz rosyjski, ale przychodził tranzytem przez inne kraje. Kiedy polscy politycy, którzy mają 60 procent ropy z Rosji, mówią mi o 10 procentach rosyjskiego gazu na Ukrainie, w ogóle nie rozumiem, co ten argument oznacza. Czy to jest doskonały powód do inwazji Rosji na Polskę? Spotkaliśmy się jeszcze z Anną Zalewską, która w trakcie rozmowy wyjęła z torby kamień. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, co to oznacza. Cała rozmowa była po polsku, choć Anna Zalewska wiedziała, że spośród sześciu osób biorących w niej udział dwie nie mówią w tym języku. Spotkania na tym poziomie czasami przeradzają się w kłótnie, czasem w konkretną konfrontację, ale politycy wyższego szczebla sobie na to nie pozwalają. Rozumieją, że mówienie w twarz Ukraince, że Ukraina sama ponosi winę za wojnę, nie jest normalne. Rozmowy w Brukseli z Ursulą oraz w Berlinie z niemieckimi politykami były konstruktywne. Ogólnie ważne jest, aby przychodzić do polityków, spotykać się z nimi osobiście i wywierać presję. 

A.S.: Kto cię inspiruje?

A.B.: Teraz bardzo inspiruje mnie moja przyjaciółka Dominika Lasota. Wiem, jak trudną drogę przeszła. Świetnie się bawiłyśmy, kiedy byłyśmy z nią na zorganizowanej przez nas demonstracji. Stałyśmy razem na tej samej scenie i krzyczałyśmy „Embargo!” do jednego mikrofonu. Mam wrażenie, że z jednej strony jesteśmy tacy mali, a system próbuje nas zmiażdżyć, ale i tak dajemy radę się przez to wszystko przebić dzięki własnej pracy. A Dominika tak dużo pracuje, że czasami sama zamykam jej laptopa. 

Przez długi czas to Irina Fatyanova, polityczka z Petersburga, była dla mnie idolką, jeżeli chodzi o aktywizm polityczny. Jakiś czas temu wyemigrowała. Prowadziła niesamowitą firmę w Petersburgu. Próbowała zostać wybrana do lokalnej Rady Miasta, ale jej kandydatura została odrzucona, choć nie wiem dlaczego, skoro nie istnieje coś takiego jak procedura odrzucenia kandydata. Znamy się osobiście i jest ona wspaniałym człowiekiem. Obecnie zajmuje się projektem wolontariackim „Pomagamy wyjechać” (Helping to Leave), czyli organizacją, która pomaga wyjechać z okupowanych części Ukrainy, organizuje ewakuacje z Mariupola i innych miast.

A.S.: W jakim zawodzie widzisz się w przyszłości? Będziesz dalej angażowała się w aktywizm?

A.B.: Nie widzę teraz przyszłości dla siebie. Jestem bezpieczna fizycznie, ale wpływ wojny na moją psychikę jest ogromny. To zaufanie do jutra będzie odbudowywane bardzo długo. Planowałam jeździć po Europie w maju i ukończyć 10 klasę. Cóż, pojeździłam po Europie, ale jakoś nie tak, jak sobie planowałam. Na razie chcę studiować politologię lub socjologię, ale nie wiem jeszcze gdzie ani w którym roku. Oczywiście, będę nadal angażować się w aktywizm. Lubię pracować z ludźmi, agitować, urządzać marsze. Nie chcę być ekspertką, która siedzi przy dużych stołach i myśli o czymś inteligentnym, ale oderwanym od rzeczywistości. Praca z ludźmi zmienia wszystko i uważam, że bez niej nie można się obejść.

A.S.: Na koniec powiedz wszystkim osobom, które być może chcą, ale nie do końca wiedzą, jak zacząć się angażować w aktywizm. Jak to zrobić?

A.B.: Musisz zacząć od samokształcenia. Trzeba wiedzieć, jak działają media, jak działa protest uliczny, jak wywiera się wpływ na reżimy, jak tworzyć presję polityczną i jak tego użyć. Ważne jest również, aby monitorować sytuację polityczną, szczególnie w swoim kraju. Należy patrzeć na działania własnego rządu: o czym mówi, jakie decyzje podejmuje. Jeśli te decyzje uważasz za nielogiczne, nieuzasadnione, błędne, to musisz o tym mówić. Nie myśl, że to cię nie dotyczy i że jakoś samo się naprawi. Również twoje zaangażowanie jest potrzebne, aby wszystko to mogło być zmieniane. Czasami warto wyjść i zorganizować demonstrację lub wywrzeć presje społeczną w mediach społecznościowych. Każda sytuacja wymaga użycia innych narzędzi i tutaj ważny jest subtelny talent bardziej doświadczonych działaczy. Możesz napisać osobiście do aktywistów i zapytać ich co robić, gdzie iść. I nie trzeba być w to całkowicie zaangażowanym.

Aktywizm daje poczucie, że masz wpływ na otaczający cię świat i wiarę w to, że problemy można rozwiązać – naprawdę tak jest! System zastrasza i próbuje przekonać ludzi o nieistotności ich głosu. System mówi, że wujkowie i ciotki w garniturach znają się na wszystkim lepiej od ciebie. Ale tak naprawdę nie wiedzą oni nic lepiej niż ty.

Add Comment